SD mi delikatnie i nieśmiało sugeruje, że zachowuję się, jakbym była pod ”nadzorem” mojego Ojca. Albo pod kontrolą. No pod wpływem, w każdym razie. No, cóż, ja też mam trochę takie wrażenie, jakby duch mojego Ojca przeszedł na mnie. Wcześniej to już zauważyłam i nawet nie raz to werbalizowałam. Nie do końca wiem, jak to nazwać. Czuję się tak, jakby coś z Niego przeszło na mnie.
- Tato pił na przyklad dużo herbat. Ja nie tak znowu, jedną dziennie góra. A od czasu jego śmierci piję ją litrami… Wewnętrzny przymus :-).
- Tato byl „nocny Marek” – spał w dzień, ”tłukł się” w nocy. Ja zawsze chodziłam spać najpóźniej o 11.00. Od jego śmierci, czuję, że mi się rytm zmienił. Nawet mówiłyśmy o tym z ciocią…
- Nigdy nie interesowała mnie judaistyka czy orientalistyka. Tato pasjonował się tą tematyką od lat – po mnie spływało to jak woda po kaczce. Teraz ustawiajac Jego książki aż się trzęsę, kiedy znajdę czas, by je czytac. Nie z musu, tylko chce mi się po prostu. Niektóre już „podczytuję” teraz.
- Itd. itp.
Tyle, że ja tego nie odbieram jako kontrolę, czy nadzór. Tylko jako coś w rodzaju „sukcesji”. Cieszę się, że coś z Taty „żyje” we mnie.