ballada-z-trupem blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: maz

Drogi mężu,
dziękuję za Twoj ostatni e-mail, napisany z dalekiej podróży. Nie szkodzi, że nie spytałeś, jak się miewam. Nie szkodzi, że nie spytałeś, jak się mają dzieci. Nie szkodzi, że nie pytałeś, co u Twojej mamy.

Chciałeś wiedzieć, czy załatwiłam to, co mi kazałeś przed wyjazdem. No nie, nie „kazałeś”. Ty nigdy nie prosisz wprost. Zwykle mówisz „trzeba by zrobić„, „należałoby załatwić„, „dobrze byłoby się dowiedzieć„ czy inne bezosobowe formy. Tylko jak przychodzi co do czego, to okazuje się, że to ja miałam zrobić, załatwić, dowiedzieć się.

No więc tak. Zrobiłam, co trzeba było. I co należało. I co dobrze byłoby było…
- Przeniosłam telefon („przecież to Ty potrzebujesz internet do pracy. Nie chcesz to nie dzwoń!”)
- Wypowiedziałam dzierżawę ogrodu działkowego („teraz mamy ogród, po co płacić, trzeba szybko, może się potem okazać za późno, okres wypowiedzenia, bla bla bla…”)
- Dowiedziałam się, jakie potrzebujemy ubezpieczenia („co? ciężko tam zadzwonić i się dowiedzieć czy co?”)
- Zamalowałam ślady po półkach w moim pokoju („tyle chyba możesz zrobić„)

A oprócz tego:
- odprowadzałam, przyprowadzałam dzieci – przedszkole, skrzypce, piłka nożna, sport…
- gotowałam, przygotowywałam kolacje, obiady, pierwsze, drugie śniadania…
- ubierałam, przebierałam, prałam
- tak! wyprałam trzy pralki (i wywiesiłam, i zdjęłam, i poskładałam, i schowałam. Nie wyprasowałam!!!)
- dwie zmywarki przeszły calusie, a jeszcze parę mnie czeka, bo przecież pakuję kuchnię…
- zamiatam na okrągło, odkurzam tudzież, bo przy pakowaniu się kurzy jak nie wiem
- a właśnie! Pakowanie. Spakowałam kilkanaście pudeł. A może kilkadzieścia? Dwa pełne samochody odwiezione zostały do domku, reszta stoi przed drzwiami…

Mało? Ale przecież od Twojego wyjazdu mija dopiero trzeci dzień… A i moje doby mają tylko 24 godziny… A ja przecież jeszcze pracuję. I mam dwójkę małych dzieci. O dzieciach już było. Ale nie zaszkodzi przypomnieć. Bo wiem przecież, że jesteś przekonany, iż ja leżę na wersalce i się solaruję. Albo saunuję. Albo inne spa. A wszystko się samo robi…
Ale zaczyna mi to uszami wychodzić. To twoje przekonanie. Mężowie to naprawdę plaga!

Dostałam nieoczekiwanie godzinę wolnego. Mój syn orzekł, że nie muszę iść z nim na skrzypce, że on sam. Hurra!
To opowiem Wam parę anegdotek o moim „munżu”. Najpierw wyjaśnię skąd ta forma.
Było to tak: mąż mój, uczący się dopiero polskiego, ale już całkiem nieźle nim
władający odczuwał niezrozumiałą awersję do słów z głoską „ą” i stąd też mówił o sobie „munż”. I tak zostało.
Znana też jest (w niektórych kręgach oczywiście) analogiczna opowiastka o tym, jak stojąc przed lustrem niegdyś i mocno wciągając brzuch orzekł z samozadowoleniem: „chudy jestem jak wunsz”. Oczywiście „chudy jak wunsz” to juz dawno wówczas nie był, niemniej jednak w porównaniu z dniem dzisiejszym to i była połowa. Teraz już nie mówi, że jest „jak wunsz”. Teraz aktualne jest twierdzenie, że „nie jest gruby, tylko ma ciężkie kości”.
Hm, przypomina mi się znajoma, która kiedyś opowiadała o swoim z kolei mężu, któremu złapała kiedyś fałdkę tłuszczu i pyta
- a to co?
- mięśnie - on na to
- mięśnie? – zdziwiła się – a czemu takie miękkie?
- bo rozluźnione!
Zastanawiam się, dlaczego tak bardzo lubię natrząsać się z facetów. Myślę, że to dlatego (abstrahując od tego, że są wdzięcznym tematem), iż wiele lat, stuleci wręcz, czy może i więcej oni się natrząsali z nas. I jakaś taka żądza odwetu się wykrystalizowała. Pamiętam na przykład jak kiedyś (dawno, dawno temu) szłyśmy sobie z siostrą  (S1) uliczką Paryża, a za nami szło dwóch zaprzyjaźnionych panów. Za nami, nie dlatego, że byli oni muzułmańskimi kobietami, a dlatego, iż chodnik był bardzo wąski. No i tak szliśmy sobie czas jakiś dwójkami i przez cały czas ten panowie nas komentowali (śmiałym półgłosem). Nasze nogi, nasze pupy, nasz chód, nasz ubiór. Wszystko. W sposób obrzydliwie i rażąco seksistowski. Długo się potem zastanawiałyśmy, co by było gdyby było odwrotnie. Gdybyśmy to my szły za nimi i komentowały ich. Po której minucie (sekundzie?) żyłka by im pękła. Zwłaszcza, że nie byli Apollami…
Ok, to było 10 lat temu, czasy się zmieniły. Dziś dziewczęta już mówią o chłopakach „ciacho”, Passentówna pisze felietony o jędrnych pupach panów hydraulików, ale ciągle to jeszcze nie to.
Ciągle nie to.


  • RSS