Rzuciwszy okiem na mojego szpiega (czyli Live Trafic Feed) poczułam się wtórnie.
Otóż stwierdziłam, że 90 procent (a może nawet 93?) moich czytelników przychodzi do mnie od Kocicy. Nie, żebym miała coś przeciwko. Ależ skąd! Bardzo się cieszę. Tylko czuję się wtórnie. Bo w porównaniu z Kocicą, to ja bledziutka jestem. Cały czas się pocieszałam myślą, że to kwestia wprawy. Ale rok mi strzelił (tak, tak, już rok jak bloguję!), a tu wprawa się nie nawinęła. Ale nie o tym ja chciałam. Chciałam o LTF.  
Bo nie wiem, czy wiecie, ale, LTF wszystko powie. Skąd ktoś przyszedł i dokąd poszedł. Niestety nie zdradza, jak długo zabawił. Dlatego nie wiem nawet, czy mogę użyć zwrotu „czytelników”, czy raczej powinnam się ograniczyć, do „odwiedzających”. Albo „zaglądających”. „Wpadających”. Na minutkę. Na sekundkę. Nie na kawę, nie nie. Tam to z rzadka kto zerknie. Boją się kawy u Balladyny? Przecież nie maliny proponuję!