ballada-z-trupem blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: dzieci

Odwożę koleżankę córki do domu. Nie znam drogi, więc proszę o wskazówki.
- Teraz w lewo – oznajmia Carla – skręcam więc w lewo.
- Nie, nie w to lewo, w to drugie lewo – pokazuje w prawo…

Zakładki

1 komentarz

- Córciu, czemu Ty tu jeszcze łazisz? – pytam zmęczona – Czemu nie jesteś w łóżku? Przecież dziś tatuś was kładzie….
- Ależ on nas już zakładł! – wykrzykuje oburzona córka - A teraz przyszłam po ciebie, żebyś Ty nas zakładła!

Gaduła

2 komentarzy

Dzwoni telefon, moja córka podnosi słuchawkę, a ponieważ stoi blisko mnie, słyszę cały dialog:
Córka: Halloooooo
Głos ze słuchawki: Cześć E., to ty?
Córka: Noo
Głos ze słuchawki: A jest mamusia?
Córka: Noo
Głos ze słuchawki: A mogę z nią rozmawiać?
Córka (nie ruszając się): Noo
Głos ze słuchawki: To możesz mi ją dać do telefonu?
Córka (nie ruszając się): Noo
Głos ze słuchawki (zniecierpliwiony): To daj!!!!!!!!!?
Córka nieśpiesznie podaje mi słuchawkę…

Moja 6-letnia córeczka lubi wykonywać kolorowanki on-line. I tak dziś rano odbyła się rozmowa:
- Mamusiu, mogę na chwilkę do Twojego komputera?
- Nie! Nie, nie i nie. Ile razy Wam mówiłam, od mojego komputera wara. To moje narzędzie pracy! Jak będziecie więksi, to będziecie mieć swój komputer, i wtedy róbcie, co chcecie.
- No tak, ale jak będę większa, to już mnie kolorowanie kolorowanek nie będzie interesowało…

Dziś w szkole odbędzie się pchli targ. Dzieci mogą sprzedawać (i kupować) gry i książki. Mój synuś przygotowywał się od wczoraj do tego wydarzenia, niestety ciągoty do zbieractwa ma po mamusi. I niechęć do rozstawania się ze swoimi przydasiami*.
I tak, widząc jego rozterki postanowiłam mu pomóc:
- może tę książeczkę weźmiesz, już dawno z niej wyrosłeś? – Nie, nie, ja jeszcze czasem do niej zaglądam!
- To może tę? Tam nawet nic napisane nie jest, same obrazki… – Tak, ale ja je czasem jeszcze oglądam!
- No, a ta, to już Ci czytałam, jak miałeś cztery latka. – No tak, ale może teraz ją jeszcze raz sam przeczytam.
- A ta? Ta to już naprawdę dla dzidziusiów. – No tak, ale dostałem ją od Xeni, popatrz, tu jest dedykacja, to muszę przecież zachować na pamiątkę

Hm, krótko mówiąc, po dwóch dniach przebierania w setkach książek i dziesiątkach gier, syn mój poszedł do szkoły z jedną grą i dwoma książkami…

*”Przydaś”, liczba mnoga „przydasie” to nazwa, z którą kiedyś spotkałam się w Filipince. I która mi się bardzo spodobała. Pochodzi oczywiście od zwrotu „przyda się”. Nie wiem, kto ukuł ten zwrot, poszukiwania w internecie też mi odpowiedzi na to pytanie nie przyniosły, za to znalazłam uroczy wierszyk na temat przydasi (lub może przydasiów):
http://bartosz-mirkowski.bloog.pl/id,4161342,title,Przydasie,index.html?ticaid=68696
.

- Mamusiu, choć pobawimy się w liczenie – proponuje mi pięcioletnia córka w tramwaju
- Dobrze. Ile to jest paluszków? (pokazuję dwa palce)
- Dwa!
- Dobrze, a to ile? (pokazuję pięć palców)
Cztery.
- Jak to cztery?
- Cztery!!!
- A ile Ty masz latek?
- Cztery – mała już wie, że zrobiła błąd, widzę to po jej minie, ale za nic się nie przyzna.
- I rączka ma cztery paluszki?
- Cztery!
- No przecież od dawna już wiesz, że każda rączka ma pięć…
- No, ale jak jeden się złamie to będą cztery!

chwilę potem:

- Nie jadłam dzisiaj śniadania – zaczepnym tonem
- Tak? A nie jadłaś zupki mlecznej?
- Nie!
- A kto jadł płatki śniadaniowe? Czarne czekoladowe kuleczki…
- Tyyyyyyyyyyyy?????????? 

i na koniec, już pod przedszkolem:

- Córuś, chodź! - do zatrzymującej się ciągle córki
- No, przecież chodzę! – obrażonym tonem!

Mama do córki: Córeczko, nie trzaskaj tak drzwiami, bo szyby z nich wylecą.
Córka do mamy: Ale jak to wylecą? Przecież szyby nie umieją latać????

Mój syn nie znosi krytyki. Przekonałam się o tym wczoraj, gdy obejrzawszy rysunek przez niego wykonany orzekłam:
- hm, bardzo ładny, tylko jakiś taki… Napaćkany (chodziło mi, że artysta dużo wpakował na plan)
- No wiesz!? – oburzył się - A jak miałem na takiej małej kartce umieścić tak dużo pluszaków??? (treścią dzieła były portrety pluszaków – taka laurka z okazji Dnia Dziecka – przyp. matki)
- No... – zawahałam się – Może trzeba było wziąć większą kartkę?
Fuknął, odwrócił się i nie odzywał się do wieczora.
A dziś od rana (mamy ferie) rysuje (na dużej kartce) pomrukując złowieszczo: Zaraz się przekonasz, ty jeszcze nie wiesz, co ja potrafię, a o co ty mnie nawet nie podejrzewasz!!

Dziś jest święto, dziś jest dzień wolny, dziś miałam się wyspać. Tym bardziej, że poprzedni weekend mi się nie nadał do tego celu, gdyż mój munż bujał się gdzieś pomiędzy Dubajem, Kazachstanem i Arabią Saudyjską. Ale w czwartek sobie odbiję – pocieszałam się – święta są po to, żeby człowiek się wyspał. W święta człowiek się wysypia. Człowiek tak, ale nie matka!!!
O wpół do siódmej obudził mnie zapach świeżo zaparzonej kawy. Mój ukochany synuś zrobił mi kawusię i przyniósł do łóżka…
- No tak – wyjąkałam – dziękuję – wyjąkałam – kochany jesteś, naprawdę kochany, ale… dlaczego o wpół do siódmej??? – Daj pospać jeszcze troszkę – wybłagałam. Przytuliłam opierającego się synka do piersi i spróbowałam zasnąć. Pięć minut później wyrwał mi się (budząc mnie):
- Idę robić uroczyste śniadanko!
Aha. Uroczyste śniadanko. Wspaniale! Wspaniale, że śniadanko. Wspaniale, że poszedł. Wspaniale, że mogę jeszcze pospać. Mogę? O siódmej zostałam obudzona po raz kolejny – śniadanko gotowe!
Zaraz, czemu uroczyste. Aaa, bo dziś jest Dzień Ojca! Tylko dlaczego on budzi mnie? O nie zmąconym niczym śnie ojca świadczy ciche pochrapywanie obok.
- Uroczyste śniadanko… Cudnie… Ale przecież nie o siódmej… – wystękałam – godzinkę jeszcze pośpię, dobrze?
- Dobrze.
Niedobrze. Piętnaście minut później obudził mnie wrzask córusi:
- Mamusiu! Kupa!!!
O mało nie spadając ze schodów poszłam wycierać pupę.
Nie zabiłam dziecka, bo byłam na to zbyt nieprzytomna. Poza tym, czy można zabić dziecko za kupę?

Ponoć poczucie szybko mijającego czasu potęguje się z wiekiem. Dlatego zaniepokoiłam się dziś usłyszawszy jak mój syn (lat 8,5) jęknął rozpaczliwie:
- jak ten czas szybko upływa…
- dziś? – chciałam się upewnić, licząc w głębi duszy, że ma na myśli kończącą się właśnie niedzielę.
-
nieeee… W całym życiu. No popatrz, dopiero co się urodziłem, a już taki duży jestem!


  • RSS