Jak zwykle wykorzystałam chorobę i leżenie w łóżku na odrobienie zaległości w czytaniu gazet.
W jednej z nich znalazłam notkę, która mi nieco wytłumaczyła moją niechęć do telefonowania.
Dzwoniący telefon przez lata był moim koszmarem. (…) E-mail jest cichszy i bezpieczniejszy – nie musisz się konfrontować ze stanem emocjonalnym rozmówcy i możesz ważyć słowa tak długo, jak zechcesz.” (Rozmowa Pauliny Reiter z Jennifer Egan w Wysokie obcasy Nr 41 z 15.10.2011 r.)
No, w moim przypadku odbieranie telefonów jeszcze jest ok (choć też są dni, gdy muszę się mocno przezwyciężać), ale zdecydować się na zadzwonienie, wybrać numer i ewentualnie ponowić, jeśli numer jest zajęty lub ktoś nie odbiera – zazwyczaj przekracza moje siły…
Czyżby istniała telefonofobia?
Ps. Ok. Są też ludzie, którzy ważą słowa podczas rozmowy telefonicznej, ale na to nie pozwala moje ADHD. Szlag mnie trafia i zwykle uzupełniam kwestię za rozmówcę…
                                                                           ***
A w innym numerze znalazłam jeszcze ciekawe wypowiedzi na inny, dotyczący mnie temat:
- P.R.: Rzeczywiście kobiety dojrzałe często diametralnie zmieniają swoje życie.
- A.D.: To w tej fazie (…) odkrywają, że za bardzo straciły kontakt z sobą. Dlatego zmieniają się wtedy diamtralnie: zmieniają pracę, robią sobie przerwę w karierze, rozwodzą się, biorą się za siebie, realizują marzenia. Wracając do ogrodniczych metafor – raczej rozkwitają, niż więdną.
- P.R.: Kobiety często zmieniają swoje życie, jak odchowają dzieci.
- A. D.: Lub dopiero po śmierci rodziców, bo czasem mamy tak kontrolujących, hamujących w rozwoju rodziców, że nie mamy siły, by ruszyć ten proces wystarczająco głęboko. (Rozmowa Pauliny Reiter z Alicją Długołęcką, w Wysokie obcasy 24 z 18.06.2011 r.
Cóż, nie da się ukryć, jestem kobietą dojrzałą (brzmi nie za ciekawie, ale staram się usilnie znaleźć plusy tego stanu) i choć dzieci jeszcze nie odchowałam poczułam dreszcz zatrzaskujących się drzwi. Powiew, że tak się wyrażę. Mroźny. Łapiący za gardło, chuchający w kark. 
Biorę się za siebie, jak mogę. Ale ileż, ja u licha, mogę?!?!?!