Wtedy doszłam do wniosku, że jak mężczyzna jest ode mnie silniejszy, to muszę zmienić kontekst, bo stracę siebie. Bardzo uważam, żeby nikt nie przybierał wobec mnie „tonów mężowskich”. Kiedyś zapytano mnie w rozmowie prywatnej: „A mężczyzna?”, odpowiedziałam: „W domu nie trzymam„.
(…)
„Zapewne jestem urodzonym samotnikiem. Poza tym doszłam do takiego momentu w życiu, kiedy sama dla siebie jestem dużą przyjemnością. (…) Kiedy w domu jest mężczyzna, trzeba dla każdej z tych rzeczy wywalczyć sobie miejsce albo ulec. A to ruina życia.
(…)
Oni (…) i tak są przekonani, że kobieta będzie ich obsługiwać, zaspokajać ich potrzeby i dawać pierwszeństwo ich dążeniom i ambicjom. Będąc z mężczyzną, trzeba walczyć o swoje, a to nie jest ekonomiczne, w tej sytuacji „mźżczyzna się nie zwraca”. Nie potrzebuję, żeby mnie mężczyzna utrzymywał lub pocieszał. To brzmi zbyt cynicznie. Mężczyźni są wspaniali, bez nich życie byłoby miałką doraźnością. Problem leży w demoralizacji życia razem, w domaganiu się wierności, budowaniu jakiejś fabryki wykuwania życia, zależnościach, uzależnieniach…
  

Rozmowa Agnieszki Kozak z Marią Anną (Maszą) Potocką
Wysokie obcasy 41, 15.10.2011

Co za święte słowa!!!