ballada-z-trupem blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2012

Postanowiłam wypróbować – po wielu latach przerwy – jazdę autostopem. I okazało się być tak samo, choć całkiem inaczej. Niesamowicie odmładzająca rzecz. Lepsza niż kremy liftujące.

Jak zwykle wykorzystałam chorobę i leżenie w łóżku na odrobienie zaległości w czytaniu gazet.
W jednej z nich znalazłam notkę, która mi nieco wytłumaczyła moją niechęć do telefonowania.
Dzwoniący telefon przez lata był moim koszmarem. (…) E-mail jest cichszy i bezpieczniejszy – nie musisz się konfrontować ze stanem emocjonalnym rozmówcy i możesz ważyć słowa tak długo, jak zechcesz.” (Rozmowa Pauliny Reiter z Jennifer Egan w Wysokie obcasy Nr 41 z 15.10.2011 r.)
No, w moim przypadku odbieranie telefonów jeszcze jest ok (choć też są dni, gdy muszę się mocno przezwyciężać), ale zdecydować się na zadzwonienie, wybrać numer i ewentualnie ponowić, jeśli numer jest zajęty lub ktoś nie odbiera – zazwyczaj przekracza moje siły…
Czyżby istniała telefonofobia?
Ps. Ok. Są też ludzie, którzy ważą słowa podczas rozmowy telefonicznej, ale na to nie pozwala moje ADHD. Szlag mnie trafia i zwykle uzupełniam kwestię za rozmówcę…
                                                                           ***
A w innym numerze znalazłam jeszcze ciekawe wypowiedzi na inny, dotyczący mnie temat:
- P.R.: Rzeczywiście kobiety dojrzałe często diametralnie zmieniają swoje życie.
- A.D.: To w tej fazie (…) odkrywają, że za bardzo straciły kontakt z sobą. Dlatego zmieniają się wtedy diamtralnie: zmieniają pracę, robią sobie przerwę w karierze, rozwodzą się, biorą się za siebie, realizują marzenia. Wracając do ogrodniczych metafor – raczej rozkwitają, niż więdną.
- P.R.: Kobiety często zmieniają swoje życie, jak odchowają dzieci.
- A. D.: Lub dopiero po śmierci rodziców, bo czasem mamy tak kontrolujących, hamujących w rozwoju rodziców, że nie mamy siły, by ruszyć ten proces wystarczająco głęboko. (Rozmowa Pauliny Reiter z Alicją Długołęcką, w Wysokie obcasy 24 z 18.06.2011 r.
Cóż, nie da się ukryć, jestem kobietą dojrzałą (brzmi nie za ciekawie, ale staram się usilnie znaleźć plusy tego stanu) i choć dzieci jeszcze nie odchowałam poczułam dreszcz zatrzaskujących się drzwi. Powiew, że tak się wyrażę. Mroźny. Łapiący za gardło, chuchający w kark. 
Biorę się za siebie, jak mogę. Ale ileż, ja u licha, mogę?!?!?!
 

Wtedy doszłam do wniosku, że jak mężczyzna jest ode mnie silniejszy, to muszę zmienić kontekst, bo stracę siebie. Bardzo uważam, żeby nikt nie przybierał wobec mnie „tonów mężowskich”. Kiedyś zapytano mnie w rozmowie prywatnej: „A mężczyzna?”, odpowiedziałam: „W domu nie trzymam„.
(…)
„Zapewne jestem urodzonym samotnikiem. Poza tym doszłam do takiego momentu w życiu, kiedy sama dla siebie jestem dużą przyjemnością. (…) Kiedy w domu jest mężczyzna, trzeba dla każdej z tych rzeczy wywalczyć sobie miejsce albo ulec. A to ruina życia.
(…)
Oni (…) i tak są przekonani, że kobieta będzie ich obsługiwać, zaspokajać ich potrzeby i dawać pierwszeństwo ich dążeniom i ambicjom. Będąc z mężczyzną, trzeba walczyć o swoje, a to nie jest ekonomiczne, w tej sytuacji „mźżczyzna się nie zwraca”. Nie potrzebuję, żeby mnie mężczyzna utrzymywał lub pocieszał. To brzmi zbyt cynicznie. Mężczyźni są wspaniali, bez nich życie byłoby miałką doraźnością. Problem leży w demoralizacji życia razem, w domaganiu się wierności, budowaniu jakiejś fabryki wykuwania życia, zależnościach, uzależnieniach…
  

Rozmowa Agnieszki Kozak z Marią Anną (Maszą) Potocką
Wysokie obcasy 41, 15.10.2011

Co za święte słowa!!!
 


  • RSS