ballada-z-trupem blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2012

Fajną książkę czytałam” – „Momenty były?” – „Maaaaasz„”
Tytuł: „Endlich
O czym?: powieść o bombach zegarowych. O kobietach, które przeżywają swój drugi okres dojrzewania, które nagle znowu są tak niepewne i tak zagubione, jak już kiedyś, gdy miały po 14 lat – tyle, że tym razem walczą ze zmarszczkami i żylakami zamiast z pryszczami i wągrami. A każdy przecież wie
: dojrzewająca kobieta znajdująca się na drodze do samourzeczywistnienia jest równocześnie kobietą na ścieżce wojennej. (z obwoluty)
Autorka: Ildikó von Kürthy, ur. 20-01-1968 w Aachen, dziennikarka tygodnika „Stern” i kolumnistka magazynu „Brigitte„. Wydała siedem powieści: Mondscheintarif. (1999), Herzsprung (2001), Freizeichen (2003), Karl Zwerglein – eine Geschichte für Zauberinnen und Zauberer. Kinderbuch (Rowohlt 2003), Blaue Wunder (2004), Höhenrausch (2006), Schwerelos (2008), Endlich! (2010).

Na polski przełożono:

- Taryfa księżycowa (niem. Mondscheintarif)

- Podróż po miłość (niem. Freizeichen)

- Zawrót głowy (niem. Höhenrausch)

- Złamane serce (niem. Herzsprung)
Z internetu: Książki tej autorki napisane są z dużym polotem. Charakteryzują się bardzo dobrze poprowadzonymi dialogami. Znamienne dla nich jest wiele znakomitych obserwacji obyczajowych.

Cytaty z „Endlich”:
„ein sekundenschnell verglimmender Funke im Feuerwerk der Weltgeschichte” 

„W czym tkwi tajemnica mojego szczęśliwego małżeństwa? Zawsze byłam zakochana – rzecz jasna nie w swoim mężu.” (Tante Helga)
„Każdy mężczyzna jest rękopisem, który należy najpierw skorygować” (Katarzyna Wielka)

Mój mąż obawia się wpływu moich przyjaciółek na mnie. Być  może ma w tym nawet trochę racji. Gdyż rzeczywiście człowiek jest to nieco wyprowadzony z równowagi, gdy inni spełniają swoje marzenia, na które się samemu nawet nie wpadło.”

We wtorek spadłam ze schodów. Przeżyłam, ale szczykło mie.
W środę pokłóciłam się z małżonkiem. Nie pamiętam o co.*
Ale się pogodziliśmy.
W czwartek znów nie rozmawialiśmy. Nie pamiętam dlaczego.**
W piątek się pogodziliśmy. Wyleciał.
W sobotę zrobiłam imprezę. Malutką. Właściwie imprezunię. Właściwie wieczorek kinowo-telewizyjny. Z ciutką alkoholu i żartami mniej lub bardziej wybrednymi. Przed filmem. I zaśmiewanie się na filmie. I po filmie też.
A dziś jest poniedziałek wieczór. Mieszkanie powoli (ale bardzo powoli i nie do końca) zaczyna wracać do stanu sprzed imprezy, a ja przysięgam sobie (jak już wiele razy wcześniej), że nigdy więcej. NIGDY.
Imprezowanie – fajne.
Sprzątanie – niefajne.
Bilans nie wychodzi na zero.

_________________________________________
dużo później:
* przypomniało mi się. Zahaczyłam autem o murek. Mój Boże, toż to rzecz nabyta, żeby aż tyle hałasu o nic?!
** też mi się przypomniało – że chcę robić imprezę. Pod jego nieobecność. Jak robię pod obecność, też jest afera, więc co?

Urodzinki

2 komentarzy

Urodziny wyprawione. Hucznie, jak i rok wcześniej. Stosy kanapek, tańce, hulanki, swawole – gdyby nie pewne, prawnie usankcjonowane nieporozumienia, oparte zresztą na konflikcie międzynarodowym, na szczęście nie zbrojnym, to była by to impreza roku (a rok – przypominam dopiero się zaczął). Sylwester minął, jak minął, zdecydowanie jednak wolę domówki. Choć i na domówkach, nie zawsze muza jest taka, jaką by się chciało, ale to normalne w niehomogennym towarzystwie. Przynajmniej towarzystwo można sobie wybrać, choć i to tylko w jakimś tam stopniu.
Rozmowa wieczoru odbyła się na temat… prasy.
Bohaterowie: Osobnik męski (OM), Ona1, Ona2, Ona3.
- To ty czytasz Politykę?!?!?! - OM zdumiał się tak autentycznie, że Ona1 poczuła się w obowiązku wytłumaczyć – No tak… Ona kiedyś była lewicowa, ale teraz już nie, w tej chwili to, moim zdaniem, jedno z lepszych czasopism
- Nieeeeeeeee - OM na to – nie chodzi mi o poglądy, tylko o to, że kobieta czyta tego rodzaju pismo - Szok.
- W sensie, że co? że nie ma tam nic o szminkach i lakierach do paznokci?  - Chciała się jeszcze upewnić, ale ton głosu już ostrzegł rozmówcę. 
- Nie nie nie. To nie tak… Ale było już za późno. Na pomoc przybyła Ona3 (Ona2 już była na miejscu) i wspólnie rzuciły się jak harpie, rozszarpywać męskiego szowinistę na strzępy. 
- To nie tak, że jestem jakiś męskim szowinistą - próbował się słabo wytłumaczyć OM
- to miał być komplement… - Komplement? - nieudawane zdumienie. – No tak, że kobiety, że płeć piękna, że… - brnął dalej. – Aha, że nasze kobiece móżdżki są zbyt małe, aby pojąć wywody przytaczane w Polityce? - Ach, chyba się pogrążam jeszcze bardziej - poddał się w końcu. Chyba – przyznano mu trójgłośnie rację.
A wieczorem słyszano go, jak żalił się kompletnie zalany: - Ja tego naprawdę nie rozumiem, czemu wy, kobiety tę „Politykę” czytacie?! Macie przecież tyle fajnych czasopism! Z modą… Z butami…

Count down

1 komentarz

09.12.11 – odkrywam genialny sklep z biżuterią – szał! Jest to miejsce, w którym tanio sprzedaje się rzeczy zakupione hurtem od sklepów, magazynów itp, które zbankrutowały. Już go wcześniej widziałam, ale wówczas nic ciekawego nie zoczyłam. A tym razem zbankrutował Weltladen. I niedrogie już wcześniej rzeczy oferowane są za bezcen, bo sklep zamykają 31go grudnia. Kupuję 13 sznurków korali, bransoletkę i pierścionek. Chyba czeka MNIE bankructwo…
12.12.11 – sprawdzam, czy ta genialna biżuteria nadal jest taka genialna. Jest!!! Kupuję 14 wisiorków i korali…
19.12.11 – pokazuje sklep A. – też się jej podoba, choć może jest bardziej powściągliwa w zakupach. Ja ograniczam zakup biżuterii do kilku sztuk, ale kupuję za to dwa obrusy, trzy wazy na kwiaty i parę puzderek na biżuterię…
22.12.11 – niechże wreszcie zamkną ten sklep, bo się wykończę. A już na pewno konto bankowe :-( – Przysięgam uroczyście – następny raz pójdę dopiero 31go!
28.12.11 – mam wreszcie kreację sylwestrową! Niech żyje outlet w Metzingen!
29.12.11 – zakupy jedzeniowe…
31.12.11 – zaglądam do mojego ulubionego sklepu i rozczarowanie – zamknęli go (i zrobili wyprzedaż totalną) 30go. Jestem rozczarowana, ale być może uratowało mnie to od plajty ostatecznej. Za to…           …wreszcie….    …impeza.
O 20.00 zbiórka u G. – kanapki i alkohol, boć przecież tylko wstęp opłacony. Resztę trzeba będzie we własnym zakresie. Okazał się to być bardzo mile spędzony czas. Tak mile, że na sali balowej znaleźliśmy się dopiero o 22.30. A i podczas podróży tramwajowej w wyborowym towarzystwie i z krążącą butelką szampana bawiliśmy się wyśmienicie.
01.01.12 – cały dzień się wyleguję w łóżku, co mi baaaaaaaaaaardzo dobrze robi. Jak już muszę wstać, to chodzę ostrożnie, uważając, żeby głowa nie spadła mi z karku. Ledwo się trzyma, ale udaje mi się przeżyć dzień bez większych kolizji.
02.01.12 – proza życia dogania. Choroba w domu i w zagrodzie… Trza zakasać rękawy i wrócić do codzienności. Pranie, zmywanie, sprzątanie…
 


  • RSS