ballada-z-trupem blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2011

Pada deszcz, ufff !
nie muszę podlewać ogórkufff !!!

Manigolda jest piękną blondynką o niebieskich oczach, bujnym biuście, dużym temperamencie - nic dodać nic ująć. Ma męża Brazylijczyka. Poznała go naście lat temu w Anglii. Południowiec – czarnowłosy, śniady i ognisty, odznaczał się wówczas niebywałym temperamentem i fantazją – zwykł był np. między innymi tańczyć na stole. Manigolda tęskniła za rodziną, więc po przeprowadzce z mężem do Niemiec, ściągnęła ją tam całą – rodziców i siostry. Po czym uznała, że tu miejsca nie zagrzeje i wyjechała z mężem (i urodzoną w międzyczasie córeczką) do Brazylii. W ciepłej Brazylii, tuż u brzegu morza wygrzewała swe ciało, świetnie rozumiała się z teściową (jak wieść niesie lepiej nawej niż z małżonkiem), ale zbyt nudno i leniwie płynęły chwile, więc stadło po jakimś powróciło do Niemiec. W Niemczech dorobili się drugiej córki i w komplecie wyjechali (za chlebem) do Londynu. Ale i w Londynie Marnigolda nie znalazła spełnienia. Znalazła raczej depresję. Głównie dlatego, że nastąpiła tam metamorfoza południowego małżonka. Z ognistego amanta i lwa salonowego zamienił się w pobożnego sekciarza, czy kogoś w tym rodzaju. A po pewnym czasie objął nawet stanowisko przywódcy duchowego w swojej parafii. Rola pastorowej Manigoldzie nie odpowiadała ani trochę, spakowała siebie i dzieci i powróciła do Niemiec. Do swojego przytulnego mieszkanka, którego przytomnie nie pozbyła się, a jedynie podnajęła. 
Już wkrótce okazało się, że i
małżonek tęskniący za córkami (a i za żoną poniekąd) zaczął rozważać powrót. Manigolda mu nie mówi won. Nie, nie – wręcz przeciwnie – jest za tym, aby powrócił w pobliże (głównie po to, by ją odciążył przy dzieciach), ale nie za blisko. Ot, mógłby on sobie – tłumaczy mu – wynająć kawalerkę, ot tak z jedną dzielnicę dalej. Ich związek, nadwerężony i poddany wielu próbom miałby czas ochłonąć, nabrać nowego szlifu. Odwiedzaliby się wzajemnie, chodziliby razem na spacery – rączka, gwiazdy, księżyc, itp. A potem każdy do swojego domu. Miłość na odległość. Nikt by nikogo nie denerwował – no popatrz, tłumaczy mu, jak my do siebie nie pasujemy. Cały czas na ciebie krzyczę, złoszczę się. A tak to mogłoby  być miło, romantycznie, jak dawniej

Małżonek zaczyna przynętę łykać. I z małżonka zrobi się dochodzący. A dochodzący to, jak wiadomo, sam skarb. Zero brudnych skarpetek na podłodze, za to kwiaty, bukiety, balety. Czyż nie pięknie?!

Nęka mnie myśl, czy to naprawdę jest zainteresowanie? SD mówi, że to zainteresowanie zainteresowaniem.
To chyba nic strasznego, nie?

Godzina trzecia zero pięć
słyszę odgłosy, zrywam się
— no i słyszę plusk
Ale nie w łazience, tylko na dywan. Grypa żołądkowa. Biedna córunia…

„W depresji jestem od urodzenia. To normalne dla kogoś, kto wychował się na książkach.
Który z istotnych bohaterów literackich nie ma depresji”

Piotr Szulkin w rozmowie z Katarzyną Bielas, Duży Format

Na moim krzaku agrestowym wisi jeden agreścik. Jeden owoc – patrząc na to, że w zeszłym roku w ogóle nie rodził, to chyba sukces, nie?

Komunia z głowy!
Teraz już tylko poproszę o eutanazję…


  • RSS