ballada-z-trupem blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2011

Zbieranina

1 komentarz

Małżonek ugotował obiad.
Tak się zmęczył, że musiał się położyć. Nie na długo, na godzinkę. O, przepraszam – nie tylko ugotował. Jeszcze go zjadł.
Zastanawiam się, co by było, gdyby każda kobieta po ugotowaniu (i zjedzeniu!) posiłku kładła się na godzinkę…

Podczas sortowania prania po wypraniu i rozkładania rzeczy do szaf wypadły mi spodnie od piżamy. Nie zauważyłam.
Mąż: Popatrz, tu, w stołowym leżą jakieś majtki. A zaraz goście przyjdą.
Ja z kuchni (wyrabiam babę na wielkanoc): To nie majtki, tylko spodnie od piżamy. Zanieś je proszę do gościnnego…
Mąż: Dlaczego mam zanosić twoje majtki?
 
Ja: To nie majtki, tylko spodnie od piżamy. Zanieś je proszę, bo ja mam ręce upaćkane ciastem.
Mąż: No dobra, zaniosę, ale dlaczego majtki do gościnnego?!?!
Ja: To nie majtki, tylko spodnie od piżamy. W gościnnym jest przecież szafa, tam trzymam m. in. piżamy.
Mąż: Aha. Ok. Uhm. … … …


Upiekłam babę.
Zrobiłam jeszcze sto innych różności.
Dzwonek do drzwi, goście wchodzą.
Mąż: No popatrz, a tu w stołowym dalej leżą te twoje majtki…

Nabyłam kalafior. Piękny, dorodny, w sam raz na postny obiad.
- Mam kalafior – pieję z radością - kto lubi kalafior???
- Ja nie lubię! – zastrzega się mój syn
- Ja też nie lubię!! - zastrzega się drugi syn. Nie mój, ale nocujący.
- Hm… – zmartwiłam się – a Ty? – to do męża
- Ja nie wiem – mój mąż otwarcie - A co to jest kalafior?
- Blumenkohl - ja na to.
- O, jak Blumenkohl, to nie lubię – krzywi się mój mąż
- A, Blumenkohl, to ja lubię – krzyczy mój syn
- A, Blumenkohl, to ja też lubię – krzyczy drugi syn (nie mój, ale… jak wyżej).

to na wznak, to na boku…
Tym razem zapalenie stawów. Wszystkich! Tego jeszcze nie miałam…
 

***

Brak komentarzy

Rozzłoszczony głos z łazienki:
- Mamusiu! Nie ma papier do pupy wytrzenia!!!

i jeszcze  podobnie (choć nieco później):
- Oni tam na tym mjuzikalu dziwnie klaszczeli. Nie na samym końcu klaszczeli, tylko po każdej piosence klaszczeli

Tylko u mnie na opak.
Akurat w czwartek pomyślałam, że o, zima przeszła, ja nie zaszczepiłam się przeciw grypie i oto proszę – bez grypy, cała i zdrowa, a w piątek już leżałam. Z grypą oczywiście. Dreszcze, gorączka, wszystko jak trzeba.
Vot zhizn’ kakaja.


  • RSS