ballada-z-trupem blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2011

E.: Hurra! Jeszcze tylko dwa tygodnie i będą stokrotki!

Ps. A chodzi o „walentynki”

Reminiscencje

1 komentarz

Ale fajne urodziny miałam!
Oczywiście strasznie mi żal było SD, która rozbiła sobie w przededniu głowę na lodowisku. Miał być bigos, koncepcje, kreacje, dekoracje, a wylądowała biedna w szpitalu.
Ale abstrahując od tego nieszczęśliwego wydarzenia, reszta się udała. Wszyscy goście stanęli na wysokości zadania. Bigos się zrobił, sałatki przyjechały, ciasta i desery również. A i w czasie imprezy było super. Kominek się rozpalił i palił, ciasto się samo kroiło, kawa się sama parzyła – nawet nie wiem jak i kiedy. Moim jedynym zmartwieniem było dopilnowanie, aby mój kieliszek nie był pusty (goście się samoobsługiwali) i rozpakowywanie prezentów. Ale i tu się nie musiałam wysilać. Prezenty były mi dostarczane, a po obejrzeniu i zachwyceniu się (same cudności dostałam!) odbierane i odkładane. Kwiaty również same się rozpakowywały, wstawiały do odpowiedniej wazy napełnionej świeżą wodą, a następnie ustawiały w eksponowanym miejscu. W Niemczech jakoś zwyczaj darowywania kwiatów nie jest zbyt rozpowszechniony, tak że ostatni raz tyle kwiatów to miałam chyba na swoim ślubie…
Jedynym zgrzytem był dobór muzyki – tu ujawnił się konflikt pokoleń, upodobań i gustów, ale udało się uczynić tak, aby dla każdego było coś miłego. Nawet śpiewy przy keyboardzie i dwóch gitarach się odbyły. Dla mnie najfajniejszy punkt programu (Dane nam było słońca zaćmienie. Następne będzie może za sto lat), choć i wyszaleć się na parkiecie było miło. Nawet przy Deutsche Welle.
Cóż trzeba będzie jeszcze trochę popracować nad repertuarem…

Ratunku!

1 komentarz

Robiąc porządki w szafie, naszła mię kąkluzja.
W czasie świąt zgubiłam talię. Czy ktoś ją może gdzieś spotkał? Szczęśliwego znalazcę czeka nagroda pocieszenia!

…stary bałagan.
Odrabiam zaległości papierkowe. Zaczynam widzieć biurko. Tu i ówdzie prześwituje brąz. Fajnie, nie?
Za to nie mam auta. Mąż uwiózł je na tydzień ku rozczarowaniu moich rozpuszczonych dzieci. Córka zastrajkowała wręcz. Ona nie pojedzie do szkoły tramwajem. Z Mamą. Może ewentualnie z koleżankami. Mam załatwić jej towarzystwo, bo sama teś nie pojedzie. A najlepiej wyczarować auto. Albo kupić. Czemu właściwie nie mamy dwóch? Bo nie jeżdżę do pracy – tłumaczę cierpliwie. Ale jeździsz do sklepu. I ze mną do szkoły. To Ci potrzebne. Ha! żeby to było takie proste. Potrzebne to masz. Nawet komuniści tego nie zdołali załatwić.
W końcu wyjaśniła się tajemnica tramwaju. Moja córka nie zburżuaziała przez te ostatnie trzy miesiące, tylko po prostu w jej wieku (7 lat) nie uchodzi jeździć z mamą tramwajem. Wstyd i obciach. Autem można, bo to po drodze, wielu jeździ. Ale tramwajem się nie jeździ. Nie w tym wieku. Została już raz okrutnie wyśmiana i więcej nie pojedzie. Mam załatwić sąsiadkę, może podwiezie…


  • RSS