ballada-z-trupem blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2010

Powiem Wam coś. Miałam nie mówić, miałam być twarda, ale nie będę. Powiem.
Mój syn pojechał na wycieczkę szkolną. Z nocowaniami. Pierwszy raz w życiu. I ja się wcale a wcale nie denerwuję. Wcale! Jeszcze godzinę temu śmiałyśmy się z koleżanką - inną mamą z tych mam, co to odprowadziły w podwójkę wraz z tatami swoje pociechy i machali, machali, machali. Myśmy swoje dzieci wysłały same. Bagaż na plecy i w drogę, w końcu nie jedynak/naczka. 
Tylko nie rozumiem, dlaczego on ani nie pisze ani nie dzwoni?! Dałam mu drobne na telefon, że nie musi, ale jakby chciał… Jakby mu tak mamusi brakowało… Tak na wszelki wypadek… I nie dzwoni!
A przecież już wczoraj wyjechał!

Bohaterka

Brak komentarzy

Pierwszy raz deszcz, ale dzielnie i konsekwentnie – jadę! W końcu to siódmy dzień. Nie będę sobie statystyki psuła. Tylko, na miłość Boską, jak tu się włącza wycieraczki? O, mam. A jak się wyłącza tylną? Hm… Wyłączyła się, ale jak? Nieważne. Ważne, byleby tylko się gdzieś nie poślizgnąć na zakręcie, byleby się nie utopić w błocie przy parkowaniu. Byleby…
Uff, żyję
Dojechałam!
Urra! Jestem gierojem truda!

I to już jutro! PIERWSZY dzień szkoły córci! Tak mi jakoś… dziwnie…

Wieczór. Spacer z psem. Ciemne ulice miasta, od czasu do czasu rozbłyska latarnia uliczna, z rzadka przejedzie auto.
- Wiesz mała, masz bardzo ładne nogi.
to jedyne słowa które Henrietta pamięta. I tę ciemność. I dwie objęte sylwetki omiatane światłem przejeżdżającego auta. Czy to złudzenie, czy auto zwolniło? Rzucając światło reflektorów ciutkę dłużej niż było to konieczne… I cień, który już nie jest szczupły na dwóch nogach, tylko szerszy na czterech. Dwie środkowe idą razem, potem dwie boczne, potem dwie środkowe, dwie boczne… I zdezorientowany pies wsuwający swój szpiczasty pysk pomiędzy. Bo jak to? Dlaczego cztery a nie dwie? I gdzie tu teraz jest miejsce dla psa? Pies jest nauczony chodzić przy lewej nodze, a więc po lewej stronie (stara zasada tresury, prawa ręka musi być wolna na broń). A dziewczynę się prowadzi po prawej stronie (stara zasada, ale dlaczego???) – no i jak tu te strony pogodzić?
Urząd Wojewódzki, orzełek w koronie – potem jeszcze dwukrotnie darowany w postaci wisiorka. Noszenie go wówczas to było prawie bohaterstwo, kupowanie – wyczyn nie lada. I jeszcze drewniane czarne serduszko na rzemyku z wymalowanym białą farbą inicjałem. Niebieskie pudełko z czarnym inicjałem wymalowanym tuszem.
Aż wreszcie była i naklejka na aucie i „tylko oczy matki„. Ale to już zupełnie inna bajka-niebajka. To już tragifarsa. Potrzebna? Raczej tak. Ale niesmak pozostał.
 

Urodzinki

3 komentarzy

Syn mój skończył dzisiaj 10 lat!

.. może jeszcze parę dowcipów. Nie upieram się że nowe, ale cytowane z lubością ich pointy uprzyjemniały nam wakacje (komu wakacje temu wakacje :-)):
- Wiesz – dzwoni facet do kumpla. Koniec z naszą przyjaźnią. Nie przychodź, nie dzwoń, nie jesteś już moim kumplem.
- Jak to? Dlaczego? Co się stało? - dziwi się kumpel.
- No bo wiesz, wczoraj zginął mi portfel. Z pieniędzmi…
- No co ty! – przerywa kumpel – przecież chyba mnie nie podejrzewasz! Nie sądzisz chyba, że…
- No nie, portfel się znalazł. Ale wiesz, niesmak pozostał!
                                                            ***
i jeszcze:
Icek pożyczył pieniądze od Moszego i nie ma z czego ich oddać. Idzie więc do Rabina:
- Rebbe, mam problem. Mam duży problem. Pożyczyłem pieniądze od Moszego. No i nie mam. Mosze mnie nachodzi, nagabuje, mówi, że ich pilnie potrzebuje, a ja po prostu nie mam. Co ja mam zrobić?
Rabin otwiera okno i woła – Mosze, choć no tu! - Mosze podchodzi do okna. - Icek nie odda ci tych pieniędzy, bo ich nie ma – stwierdza zwięźle i zamyka okno.
- No co ty, rebbe, ale jak to? -  dziwi się Icek.
- No przedtem miałeś ty problem. Teraz ma Mosze problem.
                                                              ***
I jeszcze na koniec dowcip Kocicy:
Stoi żona Zenka przed lustrem i ogląda swoją - powiedzmy delikatnie - nie najlepszą figurę:
- Oj nie zazdroszczę ja Zenkowi, nie zazdroszczę - kręci z satysfakcją głową.
                                                              ***

Wspomnienia

1 komentarz

Miłe wieczory przy winie sprzyjają wygrzebywaniu starych historii. Opowieści leją się niczym gawędy przy harcerskim ognisku.
- a to o koledze z biura, który rzekomo podprowadził szefowej listę klientów…
- a to o pierścionku zaręczynowym i okularach, czy o rocznicy ślubu i zdjęciach…
- a to o wakacjach w G-ku, adoracji, nienawiści i „oddać go”…
- a to o kolegach świętujących na cmentarzysku…
- a to o podróżach autostopowych po kraju i zagranicy…
- a to o …

„Każda twarz się uniesieniem płoni…”
…a z nosa mi kapie, a w piersi mi rzęzi. Czy ja w każde wakacje muszę być chora?

…historyjka
Jestem sobie u Szafranowej. Jest tam też Kocica. Czekająca. Tęskniąca. Rzucamy się sobie w objęcia. Ach. Buniozyl myje ręce w bidecie. Zlewa całą podłogę i moczy kompletnie spodenki. Dobra ciocia, czyli ja chce dziecko przebrać. Otwieram walizkę matki Buniozyla, czyli Kocicy i… zamieram w osłupieniu. Walizka jest PEŁNA czasopism rozwijająco-rozbawiających. Moich czasopism. Wyczekiwanych latami. Wytęsknionych. Z wrażenia zapominam o spodenkach. O Buniozylu. O bidecie. Widzę tylko czasopisma. Dużo czasopism, masę czasopism. Zwracam pełen bólu wzrok na sprawczynię:
- no bo – wije się ona - no bo, czego Ty właściwie szukasz w mojej walizce?
- jak to czego?! – aha, czyli to ja jeszcze mam być winna – buniozylowych spodenek!
- noż to przecież obok stoi torba! Czerwona! Z różowymi uszkami! Przecież to od razu widać, że dziecięca torba! A Ty musisz do walizki pełnej czasopism zaglądać!!! – jeszcze wyrzuca mi ona.
Zaćmiło mi w oczach, zaszumiało w uszach – więcej nic nie pamiętam. Ocknęłam się na wrzask przeraźliwy Buniozyla, który nie do końca rozumie – matkę mu biją, jego matka kogoś bije? Nieeeeeeee! To przyjaciółki się przekomarzają! – Nie bój się Buniu, to mamusia i ciocia tak żartują…
A Złom się nie wystraszył. I jeszcze do tego ponoć nas lubi!

Toż on pierwszy na świecie,
który nas trawi w duecie! 

Więc tak

Brak komentarzy

Kuzyn syna, nieustraszony Kapitan Hak chce grać na komputerze.
- Nie ma komputera, jest spacer - oznajmia bezlitosna niania
- A nie można cię czymś przekupić? – pyta z nadzieją w głosie Kapitan Hak.

***
Ta sama opiekunka z dziećmi na placu zabaw. Młodszy brat Kapitana Haka spotyka kolegę:
- To nasza niania – konfidencjonalnym szeptem – ona nam w ogóle jeść nie daje!
(Historyjkę opowiedziała mi rzeczona niania, a przez jedzenie MbKH rozumiał oczywiście… słodycze!)

***
Wygrałam zakład z synem.
- Wygrałam zakład z twoim bratem – oznajmiam Córce.
- A cio to jeśt ziakład?
(ona teraz sepleni, nie wiem czemu. Może dlatego, że za parę dni idzie do szkoły?)
- Nie mam czasu Ci teraz objaśniać, spytaj brata.
- Braciśku, cio to jeśt ziakład?
- Jak to co? To, co mama wygrała!

***

***


  • RSS