ballada-z-trupem blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2010

Profil im nie pasuje. 
Na początku była mowa o języku polskim i telefonowaniu z klientami. A teraz się okazuje, że chodzi o księgowość. Ktoś tu jest Zwariowanym Kapelusznikiem, ale albo to nie ja, albo jest ze mną gorzej niż myślałam.
Mój mąż twierdzi, że i tym razem działa tu reguła: jak nie wiadomo,o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o pieniądze. Czyżby?

No to tam zadzwoniłam. Już przygotowaliśmy umowę – oznajmił radosnym głosem, jakby to było tydzień temu. Dziś wyślemy, a w czwartek, w pierwszy dzień pracy podpiszemy…
Dziś jest poniedziałek! I dziś, w taki oto zawoalowany sposób dowiedziałam się, że od popojutrza pracuję.
Chyba. 

Melancholia

1 komentarz

Melancholia chyba lepiej brzmi niż depresja. Melancholia kojarzy mi się z magnolią. Biały kwiat cery, smukłe gałęzie rąk, suknia secesyjna, włosy w kok. Melancholia. A o depresji uczyłam się w szkole i kojarzy mi się albo z ekonomią albo z geografią.
Kismet. Jak długo byś nie wybierała, jak długo byś nie przebierała, dopadnie Cię. Kismet. I i tak będzie tak, jak Ci pisane było.
Możesz uciekać z krzykiem, możesz wykradać się na palcach i w milczeniu, możesz chować głowę pod poduszkę, albo siebie samą pod łóżko. Nic Ci nie pomoże. Ono Cię i tak dopadnie. Przeznaczenie.
A smarkula Ci jeszcze powie: sama sobie wybrałaś!

…umowy nie ma
A miała być poniedziałek-wtorek

…zadzwonił z angażem, ale za pół darmo. I jak tu być szczęśliwą w całości?

Będąc przedwczoraj na rozmowie kwalifikacyjnej wzrósł mi nastrój do niebios. Już idąc do tamtąd, frunęłam jak na skrzydłach (musiałam, bo jak zwykle zawsze i wszędzie byłam w opóźnieniu). Potem, na miejscu już rozwinęłam szczyt elokwencji i miszczostwo autoprezentacji – przedstawiając swoje dyplomy, dyplomiki, certyfikaty, zaświadczenia i referencje sama byłam zszokowana, że jestem taka świetna. Wpadłam (prezentując) w wielką zadumę, czemu jak dotąd jeszcze nie bije się o mnie połowa miejscowych firm. Pewnie dlatego, że nie mieli okazji mnie poznać. I ujrzeć wachlarza dowodów mojej świetności. Przyhamowałam nieco, gdy mój ewentualnie przyszły szef po kolejnym papierku, wydukał: „o, to Pani jest nawet lepsza ode mnie”. Zwolniłam, bo nie staram się przecież o miejsce szefa, tylko jego asystentki, więc mogłabym go nieco przestraszyć. Zwolniłam, wyhamowałam i zaczęłam z typowo polską skromnością zakręcać, że ach ach ach, ale to już lata temu i że wszystko zaśniedziałe, zardzewiałe i zapomniane… „Ale mogę sobie przypomnieć” – obiecałam rzetelnie, żeby znów nie przegiąć  – w drugą stronę.
Euforia trzymała i po rozmowie, wracając czułam się już potrzebną światu i społeczeństwu pracowniczką instytucji cudzej.
Ale dzisiaj… Kiedy on ani nie dzwoni, ani nie pisze, czuję się jak spłaszczony liść. No, mówię Wam. Jak spłaszczony liść!

Ps. 1. Słowo miszczostwo, tzn. mistrzostwo, napisałam celowo z błędem, aby ukazać autoironię i samokrytykę w stosunku do swojego mistrzostwa, czyli miszczostwa. Czyli się zdystansować po prostu.
Ps. 2. Zwrot „spłaszczony liść” usłyszałam wczoraj od koleżanki i tak strasznie mi się spodobał, że pod niego napisałam niniejszą notkę :-)

__________________________________
Ps. 3.
- „Będąc na rozmowie wzrósł mi nastrój”  to celowa stylizacja na Młodą Lekarkę
- „Idąc do tamtąd” to stylizacja na mojego męża, który używa tej formy, jako że jest rusycyzmem (forma, nie mąż).
- „rozwinąć szczyt (elokwencji lub inny) to żadna stylizacja, po prostu mój idiom – ot taki wygłup
Więcej grzechów nie zauważam, ale za wszystkie z góry przepraszam i nie obiecuję poprawy!

Jest! Mówię Wam!!!
Można by nie uwierzyć, patrząc na zwały śniegu leżące tu i ówdzie, głównie ówdzie. Można by nie uwierzyć, patrząc na termometr uparcie tkwiący w dolnych obszarach. Można by nie uwierzyć, trzęsąc się na przystanku tramwajowym, na którym podwiewa. Można by nie uwierzyć, można by, ale!!!
Dziś o piątej obudziło mnie świergolenie ptaków!!! I nie dało się zasnąć, tak się darły. Nie rozpoznałam, czy to małżonkowie się żarli o kształt i wyściółkę gniazda, czy to konkurenci się prali o rękę narzeczonej. Ważne, że brzmiało to wiosennie. I dlatego cieszy!
Ps. Choć o piątej radość była przymglona.

- Ach ten wasz ojciec - mruczę pod nosem po kolejnej sprzeczce
- Sama go sobie wybrałaś – kiwa z powagą główką moja sześciolatka.


  • RSS