ballada-z-trupem blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2010

Prasówka

2 komentarzy

„Osoby dwukulturowe to osoby posiadające porównywalne kompetencje w zakresie kultur obojga rodziców. (…) Podwójne pochodzenie często prowadzi do problemów tożsamościowych. Ale zarazem skłania do stawiania sobie pytań, zmusza nas do decyzji. Otwiera nam oczy na problemy, z których istnienia nie zdają sobie sprawy inne oosoby, te o jednolitym pochodzeniu narodowym. Mieszane pochodzenie bywa czasem ważnym kapitałem na życie.” (Prof. dr hab. Ewa Nowicka. W. Charaktery 7, lipiec 2006)

Dochodzą mnie głosy, zrzuty i zarzuty, że za dużo piszę o dzieciach. A o czym ja mam pisać, jak inne przygody mi się nie zdarzają?!?
Owszem mogłabym długo i ciekawie opisać, jak to dzisiaj walczyłam z plamą na kredensie, którą postanowiłam wywabić. Ale jej nie wywabiłam, więc nie byłoby happy-endu. A jak wiadomo opowieść bez happy-endu jest tylko połowę swojej wartości warta. Więc o czym? Wczoraj próbowałam pozbierać rozsypane przez dzieci koraliki z dywanu. Też było pasjonująco, ale to już za blisko muska o zakazany temat. Więc. Więc.
Jeszcze mogę o napełnianiu i wypróżnianiu zmywarki, o praniu, wieszaniu, prasowaniu. O pasjonującym i pełnym dreszczyka emocji zajęciu, jakim jest odśnieżanie przed domem. Cerowanie? Łatanie? Zszywanie? Wycieranie kurzy! Odkurzanie? Mycie podłóg.
Cóż życie kury domowej nie jest fascynujące. A kura domowa, która chce być literatką jest żaöosna. Ot co. 
A matka…
Ha, matka to co innego. Matka to postać bohaterska? Matka to heroizm i gieroizm zarazem. Matka to pierś karmiąca i pierś chroniąca. To kwocze skrzydła i obszerne łono. To legenda, ballada i marsz. W jednej osobie!  

Jaaak mnie się ciągle chce spać, uaaaaaaaa!!! Mogłabym całą zimę przespać! Tylko życia tak bardzo szkoda… Śpiąca Królewna – o, ta to miała się dobrze, 100 lat pospała, a jak się obudziła, to wszystko było w punkcie wyjścia… Tylko szok cywilizacyjny jakiś pewnie musiała przeżyć… No ale wiadomo, coś za coś. 

No, dobra, może już wystarczy tego dobrego? Cieszyłam się ze śniegu, ok, ale on miał padać w Ustroniu! Na wakacjach! W górach! Sanki, narty, bitwy śnieżne, bałwany itepe. A nie bieg do tramwaju, bieg z tramwaju, do przedszkola, do szkoły, na skrzypce, na flet, na sport, na balet, na piłkę, na zakupy… No a najgorsze w tym wszystkim to to odśnieżanie. Wot urok domku.
Odśnieżaj codziennie
Odśnieżaj starannie
Odśnieżaj dokładnie
A nie, to pożałujesz. Koleżanka nie odśnieżyła, baba się przewróciła i koleżanka dostała: rachunek od lekarza, rachunek z pralni, rachunek za nowe rajstopy i bodajże nawet manicure sobie kobita urządziła na jej konto. Bo padając, paznokieć złamała. Ha! W Niemcach porządek musi być.

Proza życia

4 komentarzy

No to już.
Wszystko po staremu. Stary w robocie, młode w szkole/przedszkolu, ja przed komputerem, albo przy garach. Jak akurat wypadnie.
Nasz nowy samochód pojechał z mężem do pracy. No, tak bardzo nowy, bo o trzy lata starszy od starego, ale dla nas nowy.
No i… niezupełnie nasz. Ale jak go spłacimy to będzie nasz. A stary-były samochód zapewne po wyklepaniu pojedzie do Polski, jak zasugerował Awruk. Nam twierdzono w żywe oczy, że złom totalny. I że łaskę robią, że biorą. A potem kazano dosłać zagłówki z tylnych siedzeń (były zdjęte, bo foteliki dziecięce) i roletę zasłaniającą luk bagażowy. Ciekawe po co? Żeby razem zezłomować???
No niech już im będzie. Najważniejsze, że żadnych strat w ludziach.
Jest dobrze!

Nieźle, nie?
A było to tak:
dzieci siedziały z tyłu zapięte i zadowolone, słuchając słuchowiska o Małym Królu. Mąż prowadził, ja drzemałam. Jednym okiem, jednym uchem, bo drugim słuchałam leniwie słuchowiska dla dzieci. Gdy słuchowisko zaczęło mi się mieszać ze snem, a wypowiadane kwestie wydawały mi się coraz bardziej surrealistyczne – zaczęlo się. Podobno cała akcja trwała pięć sekund, mnie się wydawało, że dużo dłużej, ale w sumie może i było pięć. Bo było raz: bum (ciężarówka), dwa: bum (płotek między stronami autostrady), trzy: bum (ciężarówka), cztery: bum (płotek) i pięć: bum (płotek, tym razem ten z prawej strony autostrady). I koniec. Stoimy.
- Wszyscy żyją?
– spytałam dość drżącym głosem.
- Tak - jeden drżący piskliwy głosik z tyłu.
- Tak – drugi drżący piskliwy głosik z tyłu.
- Cały jesteś? – to do męża, bo że żyje, to widziałam na oko. – Cały. No, ja chyba też…
Wszystkie mięśnie mnie bolały, córka miała otartą pasem szyjkę, synek bolący kark. Oprócz tego traumy wszystkich nas. Więcej szkód „w ludziach” nie było. Ciężarówka odjechała cała i zdrowa. Płotek – się okaże. Najwięcej ucierpiało nasze autko. Szkoda go. Bardzo szkoda…
Ale żyjemy. To najważniejsze.
                                                                                   * * *
Córka jak zwykle nie wzięła aviomarinu. Po dojechaniu na miejsce (pożyczonym wozem) mąż się dziwi:
- Popatrz, ona tym razem w ogóle nie wymiotowała? 
Na to córka z pretensją:
- No, przez ten wypadek, to nawet zwymiotować zapomniałam!!!


  • RSS