ballada-z-trupem blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2009

Czy są na sali jacyś psycholodzy? Psychoterapeuci? Psychowieszcze? Tłumacze snów?
Bo bardzo mnie nurtuje, dlaczego akurat P utina. We śnie oczywiście, ale niczym nieuzasadnionym. Ani nie czytałam nic na w/w temat, ani nie oglądałam, nawet do prasy okiem nie rzuciłam. Co tu ukrywać cały dzień siedziałam na Ebayu i targowałam zwierzątka firmy Schleich. To moje nowe hobby. Zakupoholizm. W necie. Sieć zarzucona na szyję…
A tu proszę. W ogóle, że to był w/w pan P., przepraszam towarzysz P. dowiedziałam się dopiero na samym końcu snu. Tuż przed obudzeniem. Ba, może nawet ułamki sekund po obudzeniu. Bo tak, to całą noc nie wiedziałam tego. W tym śnie były tak jakby dwie ja. Jedna brała udział, druga się przyglądała. Nienie, żadnego podglądactwa, żadnych momentów – to był dramat. Kryminał. Politthriller. To było jakoś tak, że on (ON) był jakimś szejkiem arabskim, a ja niewolnicą, czy czymś takim. No, taką kupioną żoną. Takim zakupionym towarem. Albo porwanym gdzieś na morzu, ze statku na przykład. I przywieźli nowy towar i mój, tzn. ja poszłam w odstawkę. A u t. P. nie idzie się od tak w odstawkę (w moim śnie oczywiście), tylko się jest katrupionym. I przez cały sen walczyłam z dylematem – uciekać? czy odzyskiwać względy? W pierwszym przypadku mogę ocalić głowę, ale nie muszę. Trudno obliczyć szanse. W drugim przypadku w razie powodzenia ukatrupiona będzie rywalka, a w razie niepowodzenia ja. I wtedy już nie ucieknę. Czyli szanse jakby fifty-fifty. Jeszcze miałam tam jakąś córkę, ale nie moją, tylko zupełnie inną. P-a córkę. Ale chyba ze mną. Nie jestem pewna…
Och, zmęczyłam się strasznie, mówię Wam!

Moja córka – złotowłosa, jedwabistowłosa – bardzo nie lubi się czesać. W związku z tym wyhodowała sobie malowniczego kołtuna. Gdy postanowiłam skończyć z malowniczością i uzbrojona w szczotkę do włosów zdecydowanym krokiem podążałam za nią (dookoła stołu), usłyszałam:
- A nie wstyd ci, żeby taka duża mamusia goniła taką malutką córeczkę???

Hm, zwracam się z uprzejmą prośbę o usprawiedliwienie nieobecności mojej osoby, ze względu na sprawy rodzinne, zawodowe i państwowe…
Ba! O-gól-no-ludz-kie!
Grypa paniedzieju. Grypa, grypa, grypa…
 

Zaglądam co jakiś czas na mój blog, z nadzieją, że coś się pojawi, że ktoś coś napisze, ale nic. Dupa blada. Albo zimna, nie pamiętam idiomu. W każdym razie mnie obumarły ręce, mózg i inwencja, a jakoś nikt nic za mnie nie chce pisać. A szkoda, bo blog to rzecz fajna, i fajnie jak się kręci.
Ale żyję, żyję, tylko co to za życie. Znikąd pomocy!
Potrzebuję kopa w dupę. Najwyraźniej. Jak mnieeeeeeee sięęęęęęę niiiiiiiiic nieeeeeeeeee chceeeeeeeeeeeeeeee…
 

No, może to nie byli aż tak bardzo niespodziewani. W sumie to się ich spodziewałam. Ale nie spodziewałam się, że będzie aż tak. A było strasznie. Nie będę się wdawać w szczegóły, czyt. prać prywatnych brudów na forum publicznym, ale cieszę się, że jestem po. I mam nadzieję, że nigdy więcej. Szczegóły na tajnym. Jak znajdę chwilkę czasu. Na razie muszę prać, prasować, zmywać, szorować. Składać, układać, porządkować.

Moja 6-letnia córeczka lubi wykonywać kolorowanki on-line. I tak dziś rano odbyła się rozmowa:
- Mamusiu, mogę na chwilkę do Twojego komputera?
- Nie! Nie, nie i nie. Ile razy Wam mówiłam, od mojego komputera wara. To moje narzędzie pracy! Jak będziecie więksi, to będziecie mieć swój komputer, i wtedy róbcie, co chcecie.
- No tak, ale jak będę większa, to już mnie kolorowanie kolorowanek nie będzie interesowało…

[*]

Brak komentarzy

[*]


  • RSS