ballada-z-trupem blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2009

W szponach hazardu

Brak komentarzy

Pewnie dziwicie się, gdzie przepadłam? Ach! Utonęłam! Przepadłam. Zginęłam. Wciągnął mnie wir ebaya.
Oglądam, przeglądam, kupuję, licytuję. Płacę, sprawdzam, dostaję, oceniam…
W sumie, to straszna praca… – stwierdzam ze zdziwieniem.

Polityka 36 z dn. 5.IX.2009, „Wanda chce Niemca
„Wg. Geerta Hofstede, holenderskiego kulturoznawcy i socjologa, społeczeństwa można posegregować oceniając ich stosunek do autorytetów, równouprawnienia, obywatelskiego posłuszeństwa. Kolejne kryterium dotyczy charakteru kontaktów międzyludzkich, stosunku do przestrzegania prawa, wyobrażeń na temat związków przyczynowo-skutkowych. (…) Polacy mają nieufny stosunek do władzy, spryt, życiową elastyczność. W Niemcach te cechy wywołują niechęć i zaniepokojenie.
Inny jest również stosunek do rodziny. W Niemczech jej funkcje ochronne przejął w dużym stopniu rozbudowany system zabezpieczeń społecznych. W wychowaniu dzieci, które znacznie wcześniej opuszczają rodziców, kładzie się nacisk na samodzielność i umiejętność formułowania niezależnych poglądów. Polacy tymczasem od swojej rodziny oczekują wsparcia, a nawet azylu – praktycznie przez całe życie. Nic więc dziwnego, że polskim żonom obce są chłodne, luźne i sformalizowane więzi rodzinne niemieckich parterów. Z kolei oni, ceniąc serdeczność, gościnność i wzajemną troskę polskich krewniaków, skarżą się z czasem, że tego ciepła jest im za dużo, że czują się wręcz osaczeni.”
(…)
„Geert Hofstede dzieli społeczeństwa na zmaskulinizowane i sfeminizowane. W tym pierwszym aprobatą cieszy się sprawność działania, logika, spokój, siła – cechy uznawane za męskie. W drugim – okazywanie emocji, fantazje, przywiązywanie znaczenia do stroju, a także opinii innych.”
(…)
„…porządek, dokładność, punktualność, chęć zaplanowania wszystkiego do najdrobniejszego szczegółu, to próby ograniczenia życiowego ryzyka. (…) Niemcy cierpią katusze, gdy w progach ich domów staje niezapowiedziana rodzina z Polski i wyjaśnia z szerokim uśmiechem „wracając z urlopu w Hiszpanii postanowiliśmy wpaść i przenocować”.
(…)

teofilozofowanie

2 komentarzy

- Mamusiu, czy nasz dziadziuś wszystko widzi, co robimy?
- Mamusiu, czy dziadziuś słyszy, co do niego mówimy, nawet jak nie jesteśmy przy jego grobie?
- Mamusiu, a ten Bóg, to jak On się dostał tam do tego nieba?
Córka, lat 6

Ale mnie zatkało

3 komentarzy

smaczne kakao…

no no no,
zatkało mnie dokumentnie. I co teraz?

Tak to mi się zdarzyło, że dzieci jesienne mam. Wynika z tego, że osiem miesięcy wcześniej, czyli na przełomie stycznia i lutego (oba dzieciaki to wcześniaki) mam wzmocnione libido. Albo płodność. Albo mąż. Albo już nie wiem. Może to po prostu kismet.
W każdym razie urodziny mojej księżniczki różowej, która już nie lubi różowego (ale nie wie, jeszcze co i kogo lubi - mniej więcej pięć razy dziennie wzdycha głęboko – mamusiu, ja nie wiem, z kim ja się mam ożenić. Mamusiu! Ja nie wiem, kim ja chcę w przyszłości być! No tak, czas goni) – tak więc urodziny mojej księżniczki - zaburzają ustalony rytm życia.
Ale o tem potem.
Teraz muszę sprawdzić, czy zęby dobrze umyte…

Puff, nienawidzę prasować. A musiałam dziś wyprasować 6 koszul (słownie sześć). Czemu ja nie mam za męża mechanika samochodowego? Który nie nosi do roboty koszul? Albo feministy? Który w ramach protestu sam sobie koszule prasuje?
Bo ja jestem feministką pół na pół. Tzn jestem za podziałem ról na żeńskie i męskie tylko w połowie. Lubię jak mężczyźni są szarmanccy, przepuszczają w drzwiach, pomagają wyjść z auta, podają rękę damie wychodzącej z samochodu (a ja, ach taka omdlewająca, opieram się nań, dbając, by mi się kapelusz nie przekrzywił), noszą ciężkie bagaże i ustępują miejsca. Ach, jak ja to lubię.
Ale nie lubię, jak oczekują ode mnie, że będę ja i tylko ja – prać, prasować, gotować, zmywać, sprzątać, a oni tylko od czasu do czasu liście podgrabią.
Ewentualnie gwoździk jaki wbije, śrubkę wkręci. Albo i nie. Bo jak mu się nie podoba, to nie wkręci…
No nie lubię!

Z ust dziecka

2 komentarzy

- Mamusiu, jak Ty mi mówisz, że mnie kochasz, to mi się tak ciepło koło serduszka robi…
Mnie też się robi ciepło, jak coś takiego słyszę… Nie chcę tu wpadać w sentymentalizm, ale po raz kolejny stwierdzam, że dziecko to jest coś wspaniałego. Własne dziecko, naturalnie. Cudze są wredne i hałaśliwe. Cudze brudzą, niszczą i zakłócają. Własne dziecko jest piękne (co za przypadek, że akurat mi się urodziło takie ładne dziecko), mądre (dziwne, że akurat moje tryska inteligencją), wszechstronnie uzdolnione (ach, ach), dobrze wychowane (ykhm, jakże by inaczej) i w ogóle ósmy cud świata!!! 
Ale czy to coś dziwnego – z taką matką?!?! 

I znów garść cytatów:
„Kochać można tylko niedoskonale.”
„Kto wygrał, ten przegrał.”
„Kto daje za dużo, niszczy związek.”
„Związek bez ślubu rani partnerów.”
„Związki udają się pod warunkiem, że szanuje się i czci wcześniejsze związki.”
„Do rozstania dochodzi bez niczyjej winy; jest ono nieuniknione.”
„Kto odrzuca rodziców, odrzuca siebie i innych.”
„Walcząc z ojcem czy matką, nieuchronnie upodabniasz się do nich.”
„Szczęście jest niebezpieczne, ponieważ czyni człowieka samotnym.”
„Nie ma ani lepszych ani gorszych ludzi.”
„Tracisz to, co chcesz zachować.”
„Dla związku ważne jest, że ma pierwszeństwo przed byciem rodzicami, bowiem bycie rodzicami jest kontynuacją związku.”

cyt. za Bert Hellinger

Jesień nadchodzi dużymi krokami i bardzo mi się w tym roku podoba (tfu tfu, żeby nie zapeszyć). Złota, czerwona, bordowa, żółta – mieni się wszystkimi kolorami i nie sika.
Aby to uczcić wybraliśmy się wczoraj na Rodzinną Wędrówkę. W góry. No, w górki. No, na jedną górkę. Ale za to w Schwarzwaldzie. Dobrze brzmi nie? Skoki z głazu na glaz, z korzenia na korzeń, balansowanie po zwalonych pniach, przechodzenie po kamieniach przez strumyk - bosko!


  • RSS