ballada-z-trupem blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2009

A taki na dzisiaj:
14.00 – odebrać córkę z przedszkola
14.30 – odebrać syna ze szkoły
14.45 – zaprowadzić syna na lekcje skrzypiec
14.45 – siedzieć na tych lekcjach z nim i córką (jako osobą towarzyszącą) do 15.30
16.00 – odebrać córkę koleżanki z przedszkola
16.50 – odprowadzić trójeczkę (moich dwoje i córkę koleżanki) na sport
17.00 – powrót do domu i oczekiwanie na dzieci, które zostaną mi PRZ-WIE-ZIO-NE!

Taki miałam na dzisiaj program:
14.00 – odebrać córkę z przedszkola
14.30 – odebrać syna ze szkoły
14.45 – odprowadzić syna na trening piłki nożnej
15.00 – odprowadzić córkę na urodziny koleżanki z przedszkola
16.15 – odebrać syna z treningu
16.30 – zaprowadzić syna do dentysty
17.00 – odebrać córkę z urodzin
17.30 – zaprowadzić córkę do dentysty i odebrać syna…

na ostatnim punkcie noga mi się podwinęła i spóźniłam się z E. do dentysty.

Dostałam od Pydzi wyróżnienie pt. Kreativ Blogger Award. Bardzo Ci Pydziu dziękuję. Nie powiem, że się nie było mi miło. Bardzo to miło być wyróżnionym i szczerze się ucieszyłam. Ale chwilę potem już się zmartwiłam. Bo zobaczyłam problem. I dalej go widzę. No i teraz od dłuższego czasu biję się z myślami i zastanawiam, co dalej.
Z jednej strony to coś jakby łańcuszek. Łańcuszki dosyć uparcie przerywam (dostaje różne powerpointowskie prezentacje, które powinnam porozsyłać dalej. Nie rozsyłam. Zresztą niektórzy ludzie reagują nerwowo na zaśmiecanie im skrzynki mailowej, więc tym mi łatwiej. Owszem, niektórzy lubią łańcuszki i wręcz o nie proszą, ale to raczej wyjątki, a ja jestem zapominalska i nie wiem, kto co. Więc przerywam.). Przerywanie łańcuszków przeze mnie to jednakże nowa moda. Kiedyś, we wczesnej młodości, pracowicie przepisywałam 15 razy list świętego Antoniego (bo jestem/byłam przesądna), brałam udział w akcjach pocztówkowych (bo mam ciągoty zbierackie. Znacie? Jakoś to tak leciało: wyślij czterem osobom kartkę pocztową, a dostaniesz 70. Wysyłałam i nie dostawałam :-() i nawet pieniężnej (to samo, co wyżej tylko gotówką. Tym razem dostałam, nie wysławszy uprzednio. :-)).
W dobie komputerowo-mailowej łańcuszki jednakże przerywam, bo słyszałam/czytałam, że większość z nich (np. ostrzeżenia o wirusach, o AIDSIE w kinie, prośby o pieniądze i zawiadomienia o korzystnych cenach akcji), to zagrywki hakerów mających na celu przeciążenie serwerów, zapchanie łącz i zawalenie tego wspaniałego środka komunikacji, jakim jest internet… Jest to rodzaj spamu i ma nawet swoją nazwę, tylko oczywiście wyleciała mi z głowy.
Ale wracając do moich baranków, to Kreativ Blogger Award łańcuszkiem jest to tylko z jednej strony. Z drugiej strony to po prostu zabawa. No bo cóż wielkiego trzeba uczynić? Tylko:
- umieścić logo Kreativ Bloggera na swoim blogu,
- wspomnieć, kto nas wytypował i
- nominować następnych 7 osób.
Taka sobie zabawa. Miła zabawa. Ale z trzeciej strony – gdzie nie wejdę, tam różowo – jakoś ostatnio wszyscy celebrują tę nagrodę! Z ciekawości poguglowałam trochę, aby się dowiedzieć, kto tę „imprezę” wymyślił. Nic nie znalazłam. Za to znalazłam inne tego typu nagrody:
- Positiv Blogging
- Uber Amazing Blog
- Blogging Friends Forever
- Brillante Weblog
- I love your blog
- Blogger Heart
Więc jeśli to nie łańcuszek i nie spam, to i tak wygląda mi to wszystko na jakąś modę i szał.
Dla mnie dotychczas wyróżnienie polegało dotychczas na tym, że się kogoś linkowało. Jeśli ktoś mnie umieści w swojej liście linków, znaczy to, że lubi mnie czytać, wraca do mojego bloga, a co więcej, poleca go swoim znajomym.
Ja mam listę lubianych przeze mnie blogów dość sporą. Zdecydowanie jest w niej więcej niż siedem osób i miałabym (mam) problem. No bo czym miałabym się kierować przy nominowaniu???
Pydzię uwielbiam za humor i gwarę. Awruka za dojrzałe i wrażliwe spojrzenie na życie. Kocicę – no wiadomo, kocham za całokształt. Siostry moje – też wiadomo. Choć nie wszystkie piszą blogi. A SD to się tak obija, że o Kreativie może na razie pomarzyć. Lubię Szarotkę alias TyranEllę za to, że zawsze się podnosi, choć wiatr ją zgina, Złą Czarownicę, za to że tak trafnie ilustruje świetne teksty, i … I tak dalej! No bo właśnie – wszystkich lubię!!! Bo jakbym nie lubiła, to bym nie linkowała.
No ale czy tu chodzi o lubienie? Raczej o kreatywność. Ale jak tu rozumieć pojęcie „kreatywność”. No i jeszcze pytanie czy tu chodzi o kreatywność, czy o popularność?
Ale mi esej wyszedł. A ja dalej nie wiem, co tu robić?

Ps. Zob. też „hoax„, „phishing

- Mamusiu, a dlaczego słoneczko nie może tam przyjść, gdzie jest cień? - Ot, filozofia pięciolatki! 

Przedwiośnie minęło w mgnieniu oka (bez przenośni, trwało chyba z trzy dni), wiosna też zbliża się ku końcowi (po krokusach ani śladu, żonkile solidarnie zwieszają łebki, narcyzy przekwitły), zaczyna się lato!
Trochę mi to szybko poszło, ale nic to. I tak lubię. To wczesne lato. Fajnie jest, jak jest słonecznie, kolorowo i świergolnie.
  

A może w dwudziestym drugim?
Mój stary stareńki domek nie jest okablowany telefonicznie. Bo po co? Telefon stał w jadalni i już. Wystarczy. Im wystarczyło. A że ja teraz w moim gabinecie (tzn. byłym atelier) nie mam internetu, to… Co to kogo obchodzi!
No nie, internet to ja mam, bo żyjemy w XXI wieku i istnieje coś takiego jak WLAN, ale… Co ja na to poradzę, że ja go nie lubię. Jestem tradycjonalistką i wolałabym kabelki… Ale to jeszcze mały pikuś. To że ja nie lubię. Najważniejsze to to, że mój PC go nie lubi. Nie toleruje i nie trawi. Też nie najmłodszy, odnosi się nieufnie do tego typu ciekawostek. Welana trawi mój laptop. Którego ja dotychczas używałam tylko w skrajnej konieczności (tzn. głównie na urlopie). A tak to niechętnie, bo mały ekran, bo mała klawiatura, inaczej ułożona, no i ta łechtaczka… No nie znoszę. Wiem, wiem. Można podłączyć myszę, można ekran, można wszystko, ale ja to wszystko mam podłączone do kompa, gdzie mam różne takie ciekawostki, które też musiałabym przeprowadzać na lapka. A nie chce mi się. No i nie mam czasu.
Więc robię tak (uwaga, będzie skomplikowanie). Startuje lapka, ściągam pocztę na pendrajwa, startuja kompa, przenoszę pocztę z pendrajwa na kompa. Tłumaczę (pracuję) na kompie, przenoszę wszystko na pendrajwa, przenoszę wszystko na lapka i wysyłam.
Fajnie, nie?

Z serii

1 komentarz

Zakwitła mi magnolia w ogrodku. Moja córka (5,5) patrząc uważnie na pąki:
Mamusiu, popatrz jak śmiesznie. Te kwiatuski wyglądają jak siusiaki. Tylko tak nie do końca, bo siusiaki to wiszą w dół, a te kwiatuski, to stercą do góry…

Hurra!!!! Udało mi się dostać do XX wieku!
Wczoraj wieczorem podłączono mi telefon. Nooo, to dopiero początek XX wieku, bo faksu to na ten przykład jeszcze nie mam. A ponieważ internetu też ani śladu, to o XXI wieku mogę sobie tylko pomarzyć.
Teraz korzystam z uprzejmości biblioteki, by Wam zasygnalizować, że żyję, że nie zginęłam przygnieciona tobołami, pudłami i meblami (choc raz mnie szafa usiłowała zabić, ale udało mi się umknąć) i że wkrótce – przynajmniej mam taką nadzieję – nadrobię WSZYSTKIE zaległości!!!

Nie ma mnie

3 komentarzy

Nie mam dostępu do internetu
więc nie jestem
dramat!!!!!!!!!!!


  • RSS