ballada-z-trupem blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2008

Dziękuję

1 komentarz

Dziekuje kochani za wszystkie ciepłe słowa, za próby podniesienia mnie na duchu. Wiem ze można, wiem ze trzeba… Pozbieram sie, na pewno.
Już zresztą jakoś funkcjonuję – po prostu przygniata mnie ogromny kamień…
Muszę się podnieść, ale jeszcze nie teraz. Czas żaloby też jest potrzebny.
Staram się życ normalnie, staram się iść do przodu, ale nie, jakby nic się nie stało, tylko z tym właśnie.
Nie przytłacza mnie żałoba, ona mi dobrze robi, przytłaczają mnie formalności – spadek materialny, spadek duchowy, kwestia lojalności, poczucie odpowiedzialności…
Trochę mi tego Tato zostawił. Nie byłam przygotowana mimo, że próbował wielokrotnie ze mną o tym mówić. Bagatelizowałam, zbywałam… Głupio rozmawiać z własnym Ojcem o jego własnej śmierci. Uciekałam od tematu. A teraz mnie dogonił.
Cóż, dam radę
Jeszcze tylko trochę. Dajcie mi trochę czasu…

Nie mogę się pozbierać…
Ale muszę
Bo tyle roboty
Nadal muszę prowadzić dom i zajmować się dziećmi
Nadal muszę kontynuować moje tłumaczenia (a jakby się zmówili, zasypują mnie nimi dosłownie)
Muszę zorganizować firmę spedycyjną o przewóz Taty rzeczy
Muszę się skontaktować z prawnikiem – na jakim etapie jesteśmy
Muszę się wreszcie dodzwonić (już chyba ze sto razy próbowałam) do dyrektora Kasi, żeby jej załatwić ferie zimowe
E. urodziny ciągle jeszcze nie wyprawione
PLL LOT ciągle jeszcze nie zaskarżone
D. musi do okulisty, E. do dermatologa
Mój lekarz na urlopie
Muszę muszę muszę

(notka przeniesiona z to-bylo-tak)

Dziś w nocy spadł - ku ogromnej radości mojego potomstwa – śnieg. I leżał wszędzie, na dachach, samochodach, chodnikach i ulicach.
W tej chwili nie ma już po nim ani śladu, ale D. zdążył wykonać bałwana (w wersji mini), a E. ulepić parę śnieżek.

Fizjologia to czy Bóg?

1 komentarz

E. znowu ma grypę żołądkową. Czy inne świństwo. W nocy haftowała z piętrowego łóżka w dół. „Twardym rzygiem”, jak to mawiał Witkacy. Część wbiła się w wykładzinę, część rozprysnęła po ścianach.
Na brak terapii zajęciowej nie mogę narzekać…

Nie wiem, co mnie bardziej przygniata – śmierć Ojca czy spuścizna, którą mnie obarczył! Jedno z drugim jest oczywiście nierozerwalnie związane, ale myślę, że lżej by mi było, gdybym mogła się tylko po prostu zagłębić w żałobę po Nim. A tak muszę się borykać z ciężarem, który jest ciężarem zarówno w sensie fizycznym jak i etyczno-moralnym.
Tato był zapalonym bibliofilem. Książki były treścią jego życia, zbierał je całe życie i starannie kompletował. Oczywiście, że nie zbierał, co popadnie. Skoncentrował się na książkach o tematyce orientalistycznej, judaistycznej, religio- i językoznawczej. Jego marzeniem było, aby wszystkie te książki, a wraz z nimi określoną ilość pamiątek rodzinnych (poczynając od niewielkiej cukiernicy a kończąc na wielkiej dębowej szafie) odziedziczył jego wnuk. Czyli mój syn. Niestety Tato był męskim szowinistą, bardzo bolał nad faktem, że nie ma syna i bardzo ucieszył go fakt, że wnuk, choć po linii żeńskiej nosi jego nazwisko.
W lecie się z Ojcem pokłóciłam. Wygarnęłam mu moje zaległe żale i poleciłam mu książki podarować bardziej zainteresowanym osobom. Mój syn nie będzie pewnie nigdy czytał po polsku i jego książki mu niepotrzebne. Dla Ojca stwierdzenie to było dużym ciosem – tym jednym zdaniem zniweczyłam cały sens jego życia. Przy tym nie do końca tak myślałam. Powiedziałam to w złości. Mój syn już czyta i pisze po polsku (sam się nauczył) i na pewno będzie czytał polskie książki. Cóż nie zdążyłam tego powiedzieć mu żywemu, obiecałam mu to przy trumnie. Obiecałam, że jego wnuk będzie czytał po polsku i że postaram się go zainteresować tym, czym interesował się jego Dziadek. I że zabiorę wszystkie jego książki. I pamiątki. Formalnie należą do mnie. Dostałam je w postaci darowizny (jakiś czas temu pisemnie, lata temu już ustnie). Wywieźć jednak taką ilość rzeczy 1000 km to niełatwa sprawa. Jeszcze w dodatku z mieszkania, w którym mieszka Taty żona. Która z jednej strony zna Taty decyzję (często o tym mówił), a z drugiej jej nie do końca akceptuje. Odbiera ją jako wymierzoną przeciwko sobie.
To ta strona moralno-etyczna. Do tego dochodzi formalno-prawna.
Nie mam siły o tym myśleć. To mnie przerasta…

Dzisiaj:
- Mamusiu, po co to tutaj stoi?
- Co?
- No, to?
- To jest rzeźba, córeczko.
- A co to jest rzeźba?
- Yhm… To takie dzieło sztuki, które stawia się żeby było ładnie.
- Ale przecież to nie jest ładne!!!

*******************

Parę dni wcześniej:
- Mamusiu, po co ty fotografujesz te książki?
- Bo są ładne
- Wcale nie są ładne. Przecież nie są różowe!

(Notka przeniesiona z to-bylo-tak)

Boże mój zmiłuj się nade mną
czemu stworzyłeś mnie na niepodobieństwo
twardych kamieni
(Halina Poświatowska)

Muszę być mocna, muszę być silna, muszę patrzeć do przodu. Nie wolno patrzeć wstecz. Nie wolno rozważać, co by było gdyby, nie wolno żałować, że się czegoś nie zrobiło. Co było, nie wróci. Nic już nie będzie jak dawniej. Trzeba wszystko budować na nowo. Czuję się, jakby wyrwano mi korzenie… Pękło to, co mnie łączyło z Polską. Mogliśmy się kłócić, mieć różne zdania na różne tematy. Na każdy temat. Ale tam był mój dom, tam się urodziłam, wychowałam, wyrosłam… Tam mnie ciągle ciągnęło.
A teraz koniec
Koniec
Nie ma już więzi
Trzeba zaczynać od nowa. Nie, nie od nowa. Przecież mam swoje życie. Muszę się na nim skupić.
Teraz stałaś się dorosła” – powiedział mój mąż. I miał rację. Gdy przestają żyć oboje rodzice, człowiek staje się gwałtownie dorosły. Obojętne ile ma lat. W tym momencie następuje dorosłość. Już nikt nie powie do mnie „moje dziecko„, „moja córeczko„… Stałam się okrutnie dorosła…

Czas płynie i zabija rany (E. Stachura)

Posłuchaj, porzucony przez nią,
Nieznany mój przyjacielu:
W rozpaczy swojej
Nie wychodź na balkon, nie wychodź,
Do bruku z góry nie przychodź, nie przychodź,
Na smugę cienia nie wbiegaj,
Zaczekaj, trochę zaczekaj!

Poczekaj, porzucona przezeń,
Nieznana mi przyjaciółko:
W rozpaczy swojej
Nie wychodź na balkon, nie wychodź,
Do bruku z góry nie przychodź, nie przychodź,
Na smugę cienia nie wbiegaj,
Zaczekaj, trochę zaczekaj!

Przysięgam wam, że płynie czas!
Że płynie czas i zabija rany!
Przysięgam wam, przysięgam wam,
Przysiegam wam, że płynie czas!
Że zabija rany – przysięgam wam!

Tylko dajcie mu czas,
Dajcie czasowi czas.
(Zwólcie czarnym potoczyc się chmurom
Po was, przez was i między ustami,
I oto dzień przychodzi, nowy dzień,
One już daleko, daleko za górami!)

Tylko dajcie mu czas,
Dajcie czasowi czas,
Bo bardzo, bardzo,
Bardzo szkoda
Byłoby nas!
 

Mądrość dziecka

1 komentarz

- Mamusiu, czemu Ty płaczesz, że dziadziuś poszedł do nieba? Przecież jak ty pójdziesz do nieba, to się znowu zobaczycie! (E., lat 5)

- Mamusiu, czemu mamusie nie śpiewają?
- Nie no śpiewają, tylko ja nie śpiewam, bo jestem smutna. Bo mi tatuś umarł.
- Ale przecież możesz dla niego śpiewać. Dla swojego Tatusia…
(E., lat 5)

Druga odsłona

2 komentarzy

- Jak to? Przecież miałaś z nią dobre układy?! – pytają wszyscy zaskoczeni.
No cóż. Taka jest moc pieniądza. Z jednej strony potrafi otworzyć wszystkie drzwi. A z drugiej zamyka…


  • RSS