ballada-z-trupem blog

Twój nowy blog

Wakacje

Brak komentarzy

Po raz pierwszy od wielu wielu lat mam wakacje. Wakacje miewałam jako uczennica, potem jako studentka. Potem urlop – od pracy. A potem już nic. Od kiedy zostałam żoną i matką – nic.
Wyjazdy owszem, ale z wszystkimi miejscami pracy pod pachą.
A teraz – ze względu na mój nowy zawód – znów wakacje.
Cóż za miłe uczucie!

Po raz kolejny Paryż i znowu zupełnie inny Paryż.
Był Paryż pierwszy, dziewiczy, z M. - wielogodzinne łażenie i moczenie nóg w wodzie z solą. W bidecie dodam, co nie świadczyło bynajmniej o ignorancji, lecz o braku alternatywy. Był Pont de Neufes, jak w Grze w klasy, był Calvados, jak w Remarque’u. Był Salvadore Dali i Pere Laiches z Jimem Morrisonem. Był Montmartre, który zachwycił i Montparnas, który rozczarował. Było zachłyśnięcie Luwrem, Pompidou i d’Orsay’em i absolutnie niepowtarzalną dzielnicą Defense.
Był drugi raz, zupełnie inny – bardziej osobisty, z Jean Michel Jarre’em i jego laserowymi iluminacjami, które się super udały i z Paradą Wolności, która się zupełnie nie udała. Długie kolacje z J., Versaille, deszcz z jednej chmury i film o dwórkach króla Ludwika.
Potem z A., jak i poprzednimi razy, autostopem, choć tym razem nie tak gładko. Znów zwiedzanie, znów kolacje, ale zupełnie inne to wszystko.
Potem podróż poślubna – tym razem pożyczonym autem, nocowanie u J., wino z S… Trochę dawnego uroku dało się odzyskać, ale jakoś Cortazar i Remarque się zacierał. Coraz mniej Dali’ego, coraz mniej Miro, coraz mniej wszystkiego.
A teraz rodzinnie. Miło jest pokazywać dzieciom stare kąty, ale – - – eto uzhe nje tak, vsjo nje tak…

Postanowiłam wypróbować – po wielu latach przerwy – jazdę autostopem. I okazało się być tak samo, choć całkiem inaczej. Niesamowicie odmładzająca rzecz. Lepsza niż kremy liftujące.

Jak zwykle wykorzystałam chorobę i leżenie w łóżku na odrobienie zaległości w czytaniu gazet.
W jednej z nich znalazłam notkę, która mi nieco wytłumaczyła moją niechęć do telefonowania.
Dzwoniący telefon przez lata był moim koszmarem. (…) E-mail jest cichszy i bezpieczniejszy – nie musisz się konfrontować ze stanem emocjonalnym rozmówcy i możesz ważyć słowa tak długo, jak zechcesz.” (Rozmowa Pauliny Reiter z Jennifer Egan w Wysokie obcasy Nr 41 z 15.10.2011 r.)
No, w moim przypadku odbieranie telefonów jeszcze jest ok (choć też są dni, gdy muszę się mocno przezwyciężać), ale zdecydować się na zadzwonienie, wybrać numer i ewentualnie ponowić, jeśli numer jest zajęty lub ktoś nie odbiera – zazwyczaj przekracza moje siły…
Czyżby istniała telefonofobia?
Ps. Ok. Są też ludzie, którzy ważą słowa podczas rozmowy telefonicznej, ale na to nie pozwala moje ADHD. Szlag mnie trafia i zwykle uzupełniam kwestię za rozmówcę…
                                                                           ***
A w innym numerze znalazłam jeszcze ciekawe wypowiedzi na inny, dotyczący mnie temat:
- P.R.: Rzeczywiście kobiety dojrzałe często diametralnie zmieniają swoje życie.
- A.D.: To w tej fazie (…) odkrywają, że za bardzo straciły kontakt z sobą. Dlatego zmieniają się wtedy diamtralnie: zmieniają pracę, robią sobie przerwę w karierze, rozwodzą się, biorą się za siebie, realizują marzenia. Wracając do ogrodniczych metafor – raczej rozkwitają, niż więdną.
- P.R.: Kobiety często zmieniają swoje życie, jak odchowają dzieci.
- A. D.: Lub dopiero po śmierci rodziców, bo czasem mamy tak kontrolujących, hamujących w rozwoju rodziców, że nie mamy siły, by ruszyć ten proces wystarczająco głęboko. (Rozmowa Pauliny Reiter z Alicją Długołęcką, w Wysokie obcasy 24 z 18.06.2011 r.
Cóż, nie da się ukryć, jestem kobietą dojrzałą (brzmi nie za ciekawie, ale staram się usilnie znaleźć plusy tego stanu) i choć dzieci jeszcze nie odchowałam poczułam dreszcz zatrzaskujących się drzwi. Powiew, że tak się wyrażę. Mroźny. Łapiący za gardło, chuchający w kark. 
Biorę się za siebie, jak mogę. Ale ileż, ja u licha, mogę?!?!?!
 

Wtedy doszłam do wniosku, że jak mężczyzna jest ode mnie silniejszy, to muszę zmienić kontekst, bo stracę siebie. Bardzo uważam, żeby nikt nie przybierał wobec mnie „tonów mężowskich”. Kiedyś zapytano mnie w rozmowie prywatnej: „A mężczyzna?”, odpowiedziałam: „W domu nie trzymam„.
(…)
„Zapewne jestem urodzonym samotnikiem. Poza tym doszłam do takiego momentu w życiu, kiedy sama dla siebie jestem dużą przyjemnością. (…) Kiedy w domu jest mężczyzna, trzeba dla każdej z tych rzeczy wywalczyć sobie miejsce albo ulec. A to ruina życia.
(…)
Oni (…) i tak są przekonani, że kobieta będzie ich obsługiwać, zaspokajać ich potrzeby i dawać pierwszeństwo ich dążeniom i ambicjom. Będąc z mężczyzną, trzeba walczyć o swoje, a to nie jest ekonomiczne, w tej sytuacji „mźżczyzna się nie zwraca”. Nie potrzebuję, żeby mnie mężczyzna utrzymywał lub pocieszał. To brzmi zbyt cynicznie. Mężczyźni są wspaniali, bez nich życie byłoby miałką doraźnością. Problem leży w demoralizacji życia razem, w domaganiu się wierności, budowaniu jakiejś fabryki wykuwania życia, zależnościach, uzależnieniach…
  

Rozmowa Agnieszki Kozak z Marią Anną (Maszą) Potocką
Wysokie obcasy 41, 15.10.2011

Co za święte słowa!!!
 

Córka: Podaruję cioci na zajączka czekoladki! 
Matka: Eee, lepiej nie. Wiesz przecież, że ciocia się odchudza.
Córka: To sobie schowa na później. Jak już będzie całkiem cieńka i będzie chciała się pogrubić, to sobie wyjmie i zje!

**********

Matka: Twoja siostra to zawsze była wesoła. Zwłaszcza jak była mała…
Syn:
Ja też jestem wesoły…
Matka (z nieboskim zdumieniem):
Tyyyyyyyyy??!?!?!?!?!
Syn: No. Ja. Jestem wesoły. Ja tylko tego po sobie nie pokazuję!
  

- O, widzę, że geometryczne wzory wchodzą w modę – mówię do sprzedawczyni – na oko dwudziestoletniej. Na wystawie wisiała sukienka w stylu mondrianowskim.
- Nie, to raczej wyjątek. W tym sezonie modny jest styl vintage – odpowiada mi dziewczyna.
- Vintage?! Lata dwudzieste? Trzydzieste? – Ucieszyłam się, bo lubię ten styl.
- Nieeee – panna mi na to -  raczej takie ostre kolory, wie pani, w stylu lat osiemdziesiątych….

Dzisiaj syn mojej przyjaciółki ma urodziny.
Drugi raz w życiu bodajże. Choć lat ma już z siedem…
P. urodziła go 29 lutego, za 15 dwunasta. W nocy oczywiście. Miła położna, gdy ujrzała rozwarcie spytała, czy nie zechciałaby ona poczekać jeszcze, to dziecko urodzi się pierwszego marca i nie będzie problemów z urodzinami, ale jako że poród to przyjemność wątpliwa, P. wystękała tylko, że nie, że dziękuje, ale ona chce urodzić teraz zaraz już i w nosie ma urodziny dziecka. Czy będą co rok, czy co cztery lata. W danym momencie jest jej to kompletnie obojętne!!!
 

Zaczęłam pracę. Wprawdzie dalej na własny rozrachunek, ale przynajmniej wychodzę z domu.
Jestem Panią Nauczycielką!!! Niczym Ania z Zielonego Wzgórza.
Uczę języka niemieckiego i mam bardzo ambitną grupę. Wszystkie panie (bo to żeński kurs) bardzo są żądne wiedzy i nauka sprawia im widoczną radość. Po pierwsze poprosiły, żeby lekcje zaczynały się nie o dziewiątej, a już o wpół do (i to jest mój czysty zysk). Po drugie, skróciły przerwę z pół godziny na dwadzieścia minut (tu zysku nie mam, ale w czasie przerwy i tak nie odpoczywam, więc nic to). Po trzecie, także w czasie przerwy domagają się wyjaśniania nurtujących je problemów językowych. I tak jak w innej grupie (którą też uczę, ale tylko raz w tygodniu) panie przychodzą tak z 10 do 20 minutowym spóźnieniem, tak w tej są wszystkie raczej punktualne. W drugiej grupie za piętnaście dwunasta uczennice szurają już nogami (bo ta poprzednia nauczycielka je wcześniej do domu puszczała), w tej grupie pięć-dziesięć po dwunastej zwykle pytam: no co? Nie chcecie dziś iść do domu?

Ale jest to miłe. Zwłaszcza że prawią mi komplementy na temat mojego stylu nauczania :-)

Za to mój szwagier (Niemiec) na wieść, że uczę niemieckiego, orzekł z namysłam:
- No cóż… Uczyć może każdy… (das kann ja jeder machen)

- Cat Stevens – If I Laugh
- George Benson – In Your Eyes
- Whitney Houston – Didn’t We Almost Have It All
- Lionel Richie – Hello
- Herbert Grönemeyer – Flugzeuge
- Nena – Ich häng an dir
I jeszcze 16 „zabronionych utworów” dla nieszczęśliwie zakochanych wg Ildikó von Kürthy w Höhenrausch:
1. The Cripple and the starfish (Anthony and the Johnsons)
2. Sometimes I Feel Like a Motherless Child (Van Morrison)
3. One (Johnny Cash)
4. Sail away (David Gray)
5. If I Could Fly (Boy George)
6. I Don’t Wanna Talk about It (Rod Steward)
7. Into my Arms (Nick Cave)
8. In the Wee Small Hours of the Morning (Frank Sinatra)
9. Save Me (Aimee Man)
10. Where Did You Sleep Last Night (Nirvana unplugged)
11. Give Judy my Notice (Ben Folds)
12. The Blowers Daughter (Damien Rice)
13. One Day You’ll Dance for Me Ne York City (Thomas Dybdahl)
14. Take this Waltz (Leonard Cohen)
15. Giselher (Marius Müller Westernhaben)
16. Just a Mann (Los Lobos)
A co pasowałoby z polskich utworów? Może:
Moja małpa Bajmu
Tango Budki Suflera
Z nim będziesz szczęśliwsza SDM, a właściwie Stachury


  • RSS